Inne / Fot. Igor Morye
Reklama

Wczoraj, w 15. rocznicę wprowadzenia ustawy o ochronie życia, feministki ogłosiły rozpoczęcie kampanii na rzecz zmiany przepisów w sprawie aborcji. Posłowie PO i PiS mówią jednak jednym głosem, że na zmianę ustawy nie ma szans. Aktywistki odpowiadają jednak twardo: Nie odpuścimy.

Pierwszym krokiem walki o legalizację aborcji będzie rozdawanie posłom broszur "Przejrzyj na oczy!", w których feministki walczą z - jak to nazywają - "32 przesądami" na temat aborcji. Na przykład że aborcja pozostawia w umyśle kobiety trwały uraz albo że katolicy z definicji są przeciwnikami liberalizacji przepisów w tej kwestii. Ale to tylko początek szeroko zakrojonej akcji, która jak liczą feministki, doprowadzi do publicznej debaty, a w konsekwencji do liberalizacji ustawy o ochronie życia. - Będziemy naciskać na polityków wszystkimi siłami - zapowiada Katarzyna Bratkowska ze stowarzyszenia Same o Sobie S.O.S. Organizacja zapowiada marsze, apele, ale też utworzenie forum internetowego dla kobiet, które dokonały aborcji lub potrzebują terapii.

Posłanki PO i PiS nie pozostawiają złudzeń: na zmianę ustawy nie ma szans. "W Polsce z roku na rok maleje grupa osób opowiadająca się za liberalizacją przepisów, a rośnie liczba zwolenników obecnego kompromisu" - przekonuje posłanka PO Elżbieta Radziszewska. A Joanna Kluzik-Rostkowska, która w rządzie PiS odpowiadała za sprawy kobiet, dodaje: "Wśród polityków panuje zgoda, żeby utrzymać status quo. Twierdzi, że feministki powinny skupić się raczej na promocji wiedzy na temat środków antykoncepcyjnych, a państwo na zapewnieniu jak najlepszej opieki dla matek z dziećmi".

Po stronie lewicy brakuje zrozumienia dla takich słów. "Obowiązujące w Polsce prawo jest <kompromisem> zawartym między mężczyznami zasiadającymi w Sejmie a mężczyznami w sutannach z Episkopatu" - ripostuje posłanka LiD Izabela Jaruga-Nowacka.

Ustawa o planowaniu rodziny obowiązuje od 15 lat i dopuszcza możliwość dokonania aborcji w trzech przypadkach: kiedy ciąża zagraża zdrowiu lub życiu kobiety, kiedy istnieje poważne ryzyko, że dziecko urodzi się poważnie chore lub ciąża jest wynikiem czynu zabronionego, czyli np. gwałtu. Feministki przekonują, że obowiązująca od 15 lat ustawa jest czystą fikcją. "Liczba nielegalnych aborcji sięga 130 - 180 tys. rocznie" - uważa Małgorzata Księżopolska, wiceprzewodnicząca Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Ale nie podają źródeł swoich wyliczeń.

Politycy centrum i prawicy podkreślają jednak, że obecna ustawa to kompromis. Stanowisko rządu PO - PSL jest jasne: nie ma mowy o żadnych zmianach. Nie powołując pełnomocnika ds. równego statusu kobiet i mężczyzn i nie odpowiadając na kolejne listy organizacji kobiecych, premier Donald Tusk wysyła sygnał, że nie zamierza angażować się w wojny światopoglądowe. Wcześniej mówił też o tym polityk PO Jarosław Gowin. Jego zdaniem polskie społeczeństwo nie potrzebuje kolejnej wojny ideologicznej.

Anna Monkos: Rząd Donalda Tuska wyraźnie unika sporów światopoglądowych. Na co liczycie, rozdając posłom swoją broszurę?

Katarzyna Bratkowska*: Na to, że politycy, którzy nie są radykalnymi fanatykami, postarają się podejść do tego problemu odpowiedzialnie. Otworzyć się wreszcie na głos kobiet i dramaty, jakie przeżywają. Zrozumieć, że z przyczyn pragmatycznych i moralnych dłużej nie można utrzymywać status quo. Obowiązujące teraz prawo to dramatyczny brak szacunku dla kobiet. Próba określania go mianem kompromisu to skandal. Kompromis zawiera się między zainteresowanymi stronami. W tej dyskusji kobiet w ogóle nie pytano o zdanie. To był "kompromis" między Kościołem a politykami

A jeśli broszura przejdzie bez echa?

Nie odpuścimy. Nie ma takiej możliwości. Swoją broszurę będziemy rozdawać nie tylko politykom, ale też zwykłym ludziom. Będziemy tworzyć programy dla kobiet. Lobbować na rzecz zmiany ustawy antyaborcyjnej, a jeśli politycy nie będą nas słuchać: organizować demonstracje i pikiety

*Katarzyna Bratkowska, działaczka stowarzyszenia Same o Sobie S.O.S.

Anna Monkos: Stowarzyszenie Same o Sobie S.O.S. rozpoczyna walkę o legalizację aborcji. Pierwszym krokiem będzie rozdawanie posłom broszur, w których feministki polemizują z popularnymi tezami na temat przerywania ciąży, na przykład, że zakaz aborcji prowadzi do zmniejszenia ilości zabiegów.

Iwona Śledzińska-Katarasińska*: Ja nie będę czytać tej broszury. W ogóle nie czytam tego typu materiałów. Ani od feministek, ani od środowisk pro-life. Fanatyczni "ochraniarze życia poczętego" też zasypują nas lawiną listów i broszur. Ale mnie one nie są do niczego potrzebne. Mam swoje ugruntowane poglądy. Nie muszę poddawać się presji tego czy innego środowiska.

Czyli ustawa musi zostać zachowana?

Reklama

Ależ oczywiście, że tak. Niestety, z przykrością stwierdzam, że inicjatywa feministek to konsekwencja nie do końca chyba przemyślanego ruchu rzecznika praw obywatelskich. Spowodował on, że zaczyna się dyskusja, która nikomu nie jest potrzebna i która nic nie zmieni.

*Iwona Śledzińska-Katarasińska jest posłanką Platformy Obywatelskiej