To były dwie różne sytuacje. Tam chodziło o upamiętnienie mnie i nas wszystkich. Pokazanie, że świat stał się inny po naszej walce. To był ładny ukłon w naszym kierunku. Natomiast dzisiaj weszliśmy na drogę jedności europejskiej, a na horyzoncie jest globalizacja. Ale globalizacja polega na tym, że wszyscy musimy podobnie się traktować. Podobne muszą być zachowania, wolności. Nie może być tak, że ktoś strzela do ludzi.
Tak, ale mówiłbym, że globalizacja wymaga standardowego podchodzenia do praw ludzkich, do wolności i że trzeba wspólnie pomóc to zbudować tam, gdzie tego jeszcze nie ma.
Oczywiście poniósłbym, bo zachować się można różnie. Ktoś bojkotuje, siedzi w piwnicy i nikt nie wie, że on bojkotuje. Może rower albo samochód naprawia, co to za bojkot? Muszę pokazać
kamerom, światu, że bojkotuję dlatego, że się nie zgadzam. Niósłbym flagę, np. idąc w stroju tybetańskim. Bo solidaryzuję się z Tybetem. Ponieważ nie dowierzam bezpiece chińskiej, to
nie mogę powiedzieć, co bym zrobił. Ale bym musiał pokazać, że nie zgadzam się z taką polityką.
Tak. Bo aby nikt nie miał wątpliwości, w drugiej ręce trzymałbym flagę tybetańską. Kocham Chiny, ale nie zgadzam się z ich traktowaniem Tybetu.
Uważam, że to był bardzo mądry, dobry ruch. Gdyby nie było olimpiady, nikt by nie wiedział, że tam się coś dzieje. Nikt by nie wiedział o Tybecie, a tak cały świat się dowiedział i musi
się odpowiednio zachować.
Tak, dokładnie się przeliczyli.
On jest teraz bardzo zajęty. Trudno się do niego dostać. Moje teksty poszły do niego, ale nie mamy jeszcze odpowiedzi. Jestem z nim zaprzyjaźniony, więc nie przypuszczam, by nie
odpowiedział.
Uzgodnionych rozmów nie było, ale wszędzie było to poruszane. Jeżdżę po wszystkich kontynentach i były rozmowy różnego typu. Wszyscy prywatnie mówią, że Chińczycy łamią standardy, że
płacą kiepsko robotnikom i że nie da rady wytrzymać konkurencji z nimi, jeżeli nie będziemy solidarni. To szerszy problem: jeśli teraz nie weźmiemy się za Chiny w sprawie Tybetu, to jutro
oni będą nas rozkładać pojedynczo. Nas - kraje europejskie. Z jednymi będą handlować, z drugimi nie będą. To wszystko będzie nas rozkładało, więc musimy być solidarni w sprawie praw
człowieka.
Wszyscy mówią, że trzeba coś zrobić. Ale każdy myśli, że ktoś inny to załatwi, a on będzie robił interesy.
Już powiedziałem, że trzeba pokazać, czy jest się za łamaniem praw człowieka, czy przeciw. Można to pokazać przez uczestnictwo i zaznaczenie, że się nie zgadzam. Polityk może mieć w
ręce flagę Tybetu.
Nie jedzie, ale powinien cały dzień chodzić z flagą Tybetu.
Tak. Skoro nie jedzie, to niech pokazuje, że jest przeciw i dlaczego.
Dzisiaj stracimy to, a jutro jeszcze więcej.
Może jechać, ale musi pokazać, że się nie zgadza. Albo nie jechać i pokazać, dlaczego nie pojechał. Można bojkotować skutecznie w jeden i drugi sposób.
Gdy Bush pojedzie i nie będzie miał flagi, i nie pokaże, że jest z Tybetańczykami, to mnie to zgorszy. Jak pokaże przed całym światem - tak, jest znak V, jestem z Tybetem - proszę bardzo. To
będzie dobra rzecz.
Globalizacja, jak już mówiłem, wymaga solidarności. Tu nam pomogła Rosja, gdy bojkotowała nasze mięso i wtedy Europa zrozumiała, że to jest też jej interes, a nie tylko Polski. W podobny
sposób musimy traktować Chiny, bo inaczej nie obronimy się przed nimi. Wcisną się wszędzie. Nie wytrzymamy konkurencji przy takim nieposzanowaniu praw, kiepskim płaceniu robotnikom. Mam
nadzieję, że świat zrozumie, że nie zbudujemy globalizacji i będziemy mieć otwarty konflikt z Chinami, jeśli nie będziemy solidarni.
Nie. Uzgodnić, że kupujemy, sprzedajemy, ale nie godzimy się na ich koszty robocizny.
Jestem za tym, by nie niszczyć trudu sportowców. Natomiast sportowcy i wszyscy inni powinni pokazać, że nie zgadzają się z polityką chińską. Sport powinien być czysty, uczciwy, walczący,
ale przy okazji też piętnujący niewłaściwe zachowania.
*Lech Wałęsa, były przywódca „Solidarności”, prezydent Polski w latach 1990 – 1995