Biało-czerwony sztandar wywiesili całą rodziną: Grzegorz Chachuła, jego żona Agnieszka oraz synowie - 6-letni Mateusz oraz półtoraroczny Nikodem. Mieszkają w Kopance pod Krakowem i Grzegorz trochę obawiał się, co powiedzą sąsiedzi. "Byli przekonani, że jestem związany z jakąś partią albo że jestem nacjonalistą" - mówi DZIENNIK. Od razu zapewnia, że cieszy się z członkostwa Polski w Unii Europejskiej i chce Polski "otwartej na świat".

Chachuła opowiada, że od dziecka marzył, by przed swoim domem postawić maszt i zawiesić flagę. Jego marzenie spełniło się 15 marca tego roku. Pochodzi z małej miejscowości Ryki w połowie drogi Warszawa - Lublin. Mama pracowała w szpitalu, ojciec w PKS. W Rykach skończył szkołę podstawową i technikum mechanizacji rolnictwa. Był gospodarzem klasy. W szkole interesował się historią. Działał w ruchu oazowym. Jest wierzącym i praktykującym katolikiem. Ostatnio syn zachowywał się na mszy trochę niegrzecznie, to go zapytał, czy wie, po co chodzi do kościoła? Próbował mu wyjaśnić, że nie idzie się po to, że trzeba, tylko że to ma jakiś sens. Sam jest przekonany, że z wiarą łatwiej się żyje. "Jestem szczęśliwym człowiekiem, nie mogę na nic narzekać. Jeżeli zdarzy się coś złego, widocznie tak musi być. Nic nie dzieje się bez jakiejś przyczyny" - mówi.

Kocha muzykę. To jego pasja. Dlatego gdy przeniósł się do Krakowa, zaczął studiować muzykologię na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale jej nie skończył. Od 12 lat pracuje w tej samej firmie kurierskiej. Teraz jest handlowcem. Jeszcze w Rykach poznał żonę, która skończyła Akademię Ekonomiczną w Krakowie.

Przygoda z flagą przyspieszyła nagle. Trzy lata temu byli w Norwegii. Zauważyli, że przed większością domów stoi maszt, a na nim powiewa narodowa flaga. Wywiesza się ją w święta państwowe, ale też w rodzinne, jak urodziny czy ślub. "W Polsce na nowych osiedlach nawet nie ma miejsca, w którym można by zawiesić flagę czy włożyć drzewiec" - opowiada. Przekonał się o tym 11 listopada, gdy przez dwie godziny jeździł po krakowskich nowych osiedlach w poszukiwaniu flagi.

O własnej zaczął myśleć już w Rykach. Sąsiad Chachułów działał w Armii Krajowej i za komuny zawsze 1 maja wieszał flagę, po to by niby przez przypadek powiewała do trzeciego. Wtedy reżim tępił tę praktykę bez pardonu. Grzegorz pamięta, że gdy był małym chłopcem, do sąsiada przyszedł dzielnicowy i kazał mu ją ściągnąć. Dlatego gdy w 2003 roku z bloku w Krakowie przeprowadzili się do Kopanki, pierwszą rzeczą, jaką zrobił w swoim nowym domu, było przybicie do ściany prowadnicy na drzewiec. Wkrótce postanowił postawić maszt. Fundament kładli całą rodziną. Nawet syn kopał dół małą łopatką. Zalali szalunek betonem w sobotę 8 marca. Potem cały tydzień polewali wodą i dbali, by fundament nie popękał. Po siedmiu dniach wciągnęli flagę. Niecały miesiąc później, 7 kwietnia, ruszyła jego strona internetowa.

Zapisał na niej daty, kiedy powinno się wywieszać flagę. Zaczął od 22 stycznia - wybuch powstania styczniowego, potem był 2 kwietnia - śmierć Jana Pawła II, 19 kwietnia - wybuch powstania w getcie warszawskim, ale też 13 grudnia - wprowadzenie stanu wojennego. W sumie 21 dat ważnych dla historii Polski, nie zawsze radosnych.

Po co wieszać flagę? "Żeby zamanifestować swoje przywiązanie do ojczyzny, kultury, historii. Nie mówiąc o przeszłości i historii, nie możemy budować teraźniejszości" - odpowiada Grzegorz. I uczy tego swoich synów. Starszy Mateusz potrafi zaśpiewać cały hymn. Niedawno byli w Muzeum Powstania Warszawskiego. Grzegorz tłumaczył synowi, że w powstaniu ginęli od niego jedynie dwa razy starsi chłopcy. Podobno Mateusz się wzruszył.

Uczy też dzieci, że taka wizyta w Muzeum Powstania jest ważniejsza niż pójście w niedzielę z całą rodziną do supermarketu, ale zaraz potem dodaje, że patriotyzm to także niewyrzucanie papierków i segregowanie śmieci.

Inicjatywą Grzegorz Chachuły mile zaskoczony jest szef BBN Władysław Stasiak. Biuro od dwóch lat prowadzi własną stronę Dzienflagi.pl, na której zachęca Polaków do eksponowania barw narodowych, zwłaszcza 2 maja. "To niespotykana u nas postawa. Znakomicie wpisuje się w promowany przez nas model amerykański, wedle którego flaga narodowa jest ważna dla obywatela, jest z nim niemal wszędzie" - komentuje inicjatywę Chachuły Stasiak.

Zachwycony pomysłem jest także wiceprezes Stowarzyszenia Miłośników Dawnej Broni i Barwy Jerzy Zarawski. "Inicjatywa Chachuły, za którym nie stoi żadna partia czy władza dowodzi, że w Polsce uaktywnia się pierwsze pokolenie ludzi, którzy są dumni z symboli i tradycji narodowych" - mówi.