Ta ustawa nie nadaje się do zorganizowania wyborów, została tak skonstruowana, że liczenie głosów z pierwszego głosowania nie zakończy się przed terminem II tury - mówił w Senacie Marek Borowski (KO).

Reklama

Podczas debaty nad ustawą ws głosowania korespondencyjnego w wyborach prezydenckich 2020 r. senator Borowski zaprezentował przykładową kopertę zwrotną, która ma trafić do komisji wyborczej, zawierającą oświadczenie wyborcy i kopertę z wypełnioną kartą do głosowania. Senator przeprowadził symulację mającą na celu oszacowanie ile będzie trwało w komisji wyborczej zajęcie się taką jedną kopertą od jej rozcięcia i wyjęcia oświadczenia do policzenia tego głosu.

Liczenie głosów w komisjach wyborczych będzie wyglądało tak, że najpierw trzeba będzie otworzyć kopertę i kopertę zwrotną, wyciągnąć oświadczenie o tajnym głosowaniu, sprawdzić czytelność podpisu na nim, potem sprawdzić PESEL, czy konkretny obywatel zalicza się do okręgu wyborczego i na koniec wrzucić kopertę z kartą do głosowania do urny. (Potem) trzeba te koperty wysypać i znowu rozkleić koperty, wyjąć głos, zapisać i odłożyć - mówił.

Włączając stoper senator zademonstrował ten proces, zaznaczając, że być może ktoś w komisji wyborczej będzie to robił sprawniej. Oświadczył następnie, że "eksperyment przeliczenia jednego głosu zajął mu 1 minutę 34 sekundy".

Borowski zaznaczył, że w wyborach przeprowadzanych w normalnym trybie głosy liczone są w 25 tys. obwodowych komisji wyborczych i przeciętnie na jedną komisję przypada ok. tysiąca wyborców. Zgodnie z ustawą, nad którą debatują senatorowie, w wyborach prezydenckich mają pracować komisje gminne, czyli będzie ich niecałe 2,5 tys.

Senator podał przykład Krakowa, w którym ma być jedna gminna komisja wyborcza, a uprawnionych do głosowania jest w tym mieście ok. 600 tys. osób. Zakładając - mówił - że do wyborów pójdzie 40 proc. z nich, będzie 240 tys. kart. Jeśli przeliczenie każdego głosu zajmuje minutę, to w Krakowie będzie to trwało 240 tys. minut, czyli 4 tys. godzin, pracując po 24 godziny na dobę, to 166 dni - powiedział Borowski.

Zaznaczył, że w gminnej komisji wyborczej, "może być maksymalnie 45 członków komisji". W takim razie będą liczyć głosy 11 dni po 24 godziny na dobę, ale muszą robić przerwy - iść do domu, a ktoś musi pilnować urny - dodał Borowski podkreślając, że ten przykład można też zastosować do innych miast np Łodzi, czy Warszawy (choć tu mają pracować komisje dzielnicowe)

Borowski ocenił, że procedowana w Senacie ustawa "nie nadaje się do tego, żeby zorganizować wybory ani 10, ani 17, ani 23 maja", ponieważ - jak stwierdził - została tak skonstruowana, że liczenie głosów nie skończy się przed II turą wyborów prezydenckich".