Około trzech godzin obradowało w sobotę w Warszawie kierownictwo PiS z udziałem liderów Porozumienia. Tematem spotkania były - jak wynika z doniesień medialnych - wybory prezydenckie oraz ich ewentualny termin. Politycy obozu rządzącego mieli omówić m.in. możliwość przesunięcia wyborów na 23 maja. Rezultaty spotkania nie są jednak znane.

Reklama

Kandydatka KO na prezydenta Małgorzata Kidawa-Błońska, komentując sobotnie wydarzenia w TVN24, oceniła, że mamy do czynienia z "wielkim chaosem".

Jak zaznaczyła, nie chce na razie mówić o tym, czy ostatecznie weźmie udział w wyborach. - Dla mnie jest pytanie, czym to się skończy dla Polski, ponieważ wszystkie zasady naszego życia społecznego zostały złamane, instytucje państwa nie funkcjonują, w Sądzie Najwyższym toczy się walka o zachowanie tego, żeby to było jednak ciało konstytucyjne, żeby tam byli fachowcy, żeby tam stosowane było prawo, więc w czasie takiego pełzającego zamachu stanu, to jest najważniejsze - jak temu zapobiec, jak to zatrzymać i jak zaradzić, żebyśmy wrócili do krajów demokratycznych, bo tak naprawdę jesteśmy już jedną nogą poza UE - powiedziała wicemarszałek Sejmu.

Kidawa-Błońska powtórzyła wielokrotnie formułowane już stanowisko, że wybory prezydenckie powinny zostać zorganizowane przez Państwową Komisję Wyborczą w taki sposób, aby były "bezpieczne dla Polaków". - Na razie takich wyborów, w takiej formie na stole nie ma, nie ma takiej ustawy, nie ma takiej możliwości - podkreśliła kandydatka KO.

Jej zdaniem, ustawa o głosowaniu korespondencyjnym jest "bublem prawnym". - (Jarosław) Gowin na coś umawiał się na z Jarosławem Kaczyńskim. Nie wiadomo na co się umówił, bo miało to cywilizować tę ustawę, a nie cywilizuje. Zastanówmy się do czego doprowadziliśmy nasz kraj, że jedna osoba może decydować o sposobie i terminie przeprowadzenia wyborów, o odebraniu kompetencji PKW - stwierdziła wicemarszałek Sejmu.

Jak dodała, trzeba też zastanowić się co zrobić, żeby powstrzymać tę sytuację. - To jest bardzo krytyczny moment i pytanie czy jeden czy drugi kandydat będzie w tych wyborach brał udział nie ma znaczenia. Znaczenie ma to, że my tak naprawdę w tej chwili nie mamy wolnych wyborów w naszym kraju - podkreśliła posłanka Koalicji Obywatelskiej.

Odnosząc się do spekulacji na temat możliwego terminu wyborów 23 maja, Kidawa-Błońska oceniła, że "to potwierdza tylko, że nie można mieć zaufania do Jarosława Kaczyńskiego". - Tak naprawdę w ogóle go nie interesuje to, co się dzieje w naszym kraju pod względem prawa, konstytucji. Boi się tych wyborów, bo wie, że wybory na jesieni mogą się dla jego kandydata skończyć klęską. Ja zresztą dziwię się premierowi (Mateuszowi) Morawieckiemu, bo tak naprawdę za ten cały chaos on ponosi odpowiedzialność, bo on ma narzędzia konstytucyjne do tego, żeby z tej patowej sytuacji wyjść zgodnie z prawem - powiedziała kandydatka KO na prezydenta.

Nie rozumiem dlaczego (premier) chce zaprzepaścić swój honor, szacunek, tylko dlatego, że nie ma odwagi ogłosić stanu klęski żywiołowej, która w naszym kraju jest i wszyscy o tym wiedzą. Nie rozumiem jego, nie rozumiem tego tchórzostwa - dodała Kidawa-Błońska.

W środę wieczorem we wspólnym oświadczeniu szefów PiS - Jarosława Kaczyńskiego i Porozumienia - Jarosława Gowina poinformowano, że te ugrupowania przygotowały rozwiązanie dotyczące tegorocznych wyborów prezydenckich. Zakłada ono, że zarządzone na najbliższą niedzielę wybory się nie odbędą, a po przewidywanym stwierdzeniu przez Sąd Najwyższy nieważności wyborów, wobec ich nieodbycia, marszałek Sejmu ogłosi nowe wybory "w pierwszym możliwym terminie". Wybory mają odbyć się korespondencyjnie.

Ustawa o wyborach korespondencyjnych zakłada, że tegoroczna elekcja prezydencka odbędzie się wyłącznie w drodze głosowania listownego. Ustawa daje też marszałkowi Sejmu prawo przesunięcia terminu wyborów, jednak w ramach określonych w konstytucji (czyli najpóźniej 23 maja).