: Jestem, jaki jestem, i z dnia na dzień się nie zmienię. Mam w sobie wiele energii. Najwięcej satysfakcji zawsze dawało mi działanie w polu, kiedy dowodziłem
żołnierzami. Prowadząc szkolenia, nie czułem się komfortowo. Podjąłem ryzyko i poniosłem konsekwencje. Ale to nie jest tak, że pieniądze są dla mnie najważniejsze. Po prostu nie lubię
mieć długów. A z powodu rozwodu znalazłem się w takiej sytuacji, że nawet nie miałem z czego zapłacić podatku. Moje mieszkanie jest urządzone bardzo skromnie. Nie jest mi potrzebna
willa.
To jest duży problem - z aktywnego działania przenieść się za biurko. Nie ma adrenaliny, a odpowiedzialność jest znacznie większa. Gdy jechałem do Kosowa, miałem ponad 800 ludzi w
transporcie kolejowym. Dzień przed ich przyjazdem okazało się, że rejon dla nich wybrany kompletnie nie nadaje się na miejsce stacjonowania polskiego kontyngentu. Poszedłem wtedy w pole i
sprawdzałem metodą rosyjskiego sapera, czy nie ma min. Wtedy też złamałem przepisy. Wsiadłem z logistykiem do honkera i robiliśmy takie ślimaki...
Funkcjonowałem na styku wojska i polityki. To była trudna lekcja. Ale parę rzeczy udało mi się zrobić, m.in. stworzyć korzystny klimat dla wojsk specjalnych. GROM miał w ubiegłym roku
budżet ponad 300 mln zł.
Pewnie, że będę. Jeśli dostanę propozycję udziału w programie z fajnymi ludźmi, w imprezie, która nie ma w sobie żadnego kontrowersyjnego ładunku, to z przyjemnością wezmę w tym
udział. Nie widzę w tym nic złego. Właśnie dostałem SMS-a od dziewczyny z drużyny: "Jeśli chodzi o to zamieszanie, to cóż - głowa do góry, nie ma tego złego... Cokolwiek będzie
i tak będziesz the best. Pamiętaj, że zawsze możesz wspólnie z pszczółkami produkować miód".
Tak. Ja je nazwałem "pszczółki". Są to fajni młodzi ludzie. Dobrze, że są media, które tworzą takie programy. Jedyne, czego żałuję przy okazji „Fortu
Boyard”, to to, że zbyt lekko podszedłem do produkcji, a zadania były naprawdę ciężkie. Mogłem się bardziej zmobilizować do działania. Ale jestem usatysfakcjonowany. Każda z tych
dziewczyn była osobowością.
To jest promocja wojska i takie rzeczy są dopuszczalne.
Podałem się do dymisji, bo to jedyne honorowe rozwiązanie.
O tym, że miałem niedawno problem szukania niani, a teraz ten problem zaczyna znikać. Nianie na Tarchominie żądają 2 tys. zł. Córka ma dwa miesiące i pięć dni i jest dla mnie bardzo
ważna. Przez karierę wojskową nigdy nie miałem czasu dla najbliższych. Mam dwoje dzieci z pierwszego małżeństwa - 17 i 19 lat. Kiedyś córka powiedziała mi: "Co ty wiesz, ciebie
nigdy nie było". Poligony, dwadzieścia miesięcy w byłej Jugosławii, półroczny kurs w USA. Teraz więcej czasu chcę poświęcić rodzinie.