Prokuratura uznała, że przedstawiciele środowisk narodowych, którzy przed trzema laty podczas demonstracji w Katowicach na symbolicznych szubienicach powiesili zdjęcia ówczesnych europosłów, nie popełnili przestępstwa. Śledztwo w tej sprawie zostało umorzone z uwagi na "brak znamion czynu zabronionego". To już druga taka decyzja katowickich śledczych, po pierwszej sąd nakazał kontynuowanie postępowania.
Róża Thun, której zdjęcie przed trzema laty "zawisło" na szubienicy, przekonywała, że decyzja katowickich śledczych jest "niezwykle niebezpieczna". - zapewniła europosłanka Platformy.
Jak dodała, "nie może być tak, że prokuratura chroni ludzi, którzy namawiają do nienawiści, do przemocy, dzielą społeczeństwo". - powiedziała Thun.
Kropiwnicki zwrócił się z apelem do ministra sprawiedliwości, prokuratura generalnego, żeby zmienił decyzję katowickich śledczych. - ocenił polityk Platformy.
Jak dodał, "zaczyna się od przyzwolenia na przemoc w drobnych sprawach, potem ktoś da komuś w twarz, potem ktoś komuś spali mieszkanie i ta spirala nienawiści narasta". - przekonywał Kropiwnicki.
Sprawa dotyczy zorganizowanej w listopadzie 2017 r. w Katowicach demonstracji środowisk narodowych. Jej uczestnicy powiesili na symbolicznych szubienicach zdjęcia sześciorga ówczesnych europosłów PO, którzy zagłosowali za rezolucją Parlamentu Europejskiego w sprawie praworządności w Polsce. Byli to: Michał Boni, Danuta Huebner, Danuta Jazłowiecka, Barbara Kudrycka, Julia Pitera i Róża Thun.
Śledztwo było prowadzone pod kątem art. 119 Kodeksu karnego, który mówi o stosowaniu przemocy lub groźby bezprawnej wobec grupy osób lub poszczególnej osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, wyznaniowej lub z powodu jej bezwyznaniowości. Może za to grozić od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.