Ktoś podszywający się pod Jakuba Banasia twierdził, że popełni samobójstwo wysadzając swój dom. Jak podaje RMF FM, syn prezesa NIK złożył w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury.

Reklama

Według Jakuba Banasia akcja była przygotowana i przemyślana. Treść wiadomości i sposób ich rozsyłania wskazuje na duży profesjonalizm autorów.

W zawiadomieniu do prokuratury syn prezesa NIK zwraca uwagę na reakcję policji na groźby. Dopiero po sześciu godzinach od otrzymania informacji funkcjonariusze zaczęli je weryfikować. Nad ranem pojawili się u matki Jakuba Banasia, a potem skontaktowali się z nim samym.

Jakub Banaś chce wyjaśnienia, czy działania były inspirowane i przeprowadzone przez "politycznie zaangażowanych funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa lub porządku publicznego, w celu zapobieżenia lub zakłócenia porannej konferencji prezesa NIK".

NIK: To pismo jest nieprawdziwe

Do delegatur NIK - jak pisał "Polsat News" trafił mail, "o tytule "Chcę popełnić samobójstwo. Wysadzę dom", podpisany jako Jakub Banaś. "Nikt mnie nie zamordował. To ja postanowiłem pożegnać się ze światem. Moje życie, moja świetnie zapowiadająca się kariera, zostały zrujnowane przez służby PiS. Szantażowano mojego ojca, aby zrezygnował ze stanowiska, miałem odegrać rolę karty przetargowej. Koniec tego, skończyło się. Każdy człowiek ma swoje granice wytrzymałości. Moje zostały już przekroczone. Wysadzę dom, zniszczę wszelkie dowody, już nigdy go nie przeszukacie. Już nigdy nie będziecie szantażować mnie, ani mojego ojca. Zostaję zapamiętany jako męczennik" - napisał autor pisma.

Reklama

Zdaniem NIK, ten mail to fałszywka. "To podszywanie się. Taka sytuacja nie miała miejsca. Mamy informacje, że podobny mail został skierowany do jednej z jednostek policji. W związku z tym funkcjonariusze prowadzili czynności i potwierdzili, ze zagrożenia nie było. Informacja jest jak najbardziej nieprawdziwa - powiedział Polsatowi Łukasz Pawelski z Najwyższej Izby Kontroli.

Na mail zareagowała jednak policja. Według "Onetu" o 6 rano policjanci pojawili się u Jakuba Banasia, by sprawdzić czy wszystko w porządku