W piątek posłowie Ireneusz Raś i Paweł Zalewski zostali wykluczeni w PO za - jak mówił rzecznik PO Jan Grabiec - działanie na szkodę Platformy, polegające na wielokrotnym kwestionowaniu decyzji władz partii, przy jednoczesnym braku udziału w debacie podczas obrad ciał kolegialnych takich jak Rada Krajowa czy klub parlamentarny. Obaj zamierzają się odwołać od decyzji zarządu do Krajowego Sądu Koleżeńskiego PO.

Reklama

16 lat mojej pracy zobowiązuję do lojalności nie wobec tych, którzy dziś sprawują władze w tej partii, ale do całej rzeszy wciąż koleżanek i kolegów, z którymi tę partię współtworzyłem, pracując na wszystkich szczeblach. To taka uczciwość wobec wyborców - powiedział Raś w Programie I Polskiego Radia.

Pytany, czy otrzymał już uzasadnienie decyzji zarządu o wykluczeniu go z partii, zaprzeczył. Nikt z władz PO nie miał odwagi nawet telefonicznie poinformować mnie o tej decyzji - dodał poseł. Zaprzeczył też, by miał z nim rozmawiać sekretarz generalny PO Marcin Kierwiński.

Napiszę list, który będzie formą odwołania i prawdziwego opisania wydarzenia, które miało miejsce w piątek - zapowiedział Raś.

Reklama

Tusk "ostatnią deską ratunku"

Pytany, kto mógłby "uratować" PO odparł, że ostatnią deską ratunku i wsparciem nie tylko dla PO, ale też całej opozycji byłby b. premier Donald Tusk.

Raś i Zalewski byli w ostatnim czasie najaktywniejszymi krytykami kierownictwa Platformy. Obaj sygnowali też "list 54" parlamentarzystów PO i KO, gdzie znalazł się m.in. apel o zmiany w ugrupowaniu.