Zarówno Rada jak i Parlament idą do negocjacji rozporządzenia o relokacji nielegalnych imigrantów z bardzo podobnym nastawieniem – chcą zmuszać państwa członkowskie takie jak Polska do wzięcia odpowiedzialności i do płacenia ceny za efekty swojej błędnej polityki migracyjnej. W mandacie negocjacyjnym PE przyjętym w kwietniu przeciwko, któremu głosowała tylko delegacja Prawa i Sprawiedliwości, sformułowanie "obowiązkowa relokacja" pada kilka razy. Rzekome możliwe odstępstwa czy zwolnienia jakich może udzielać Komisja to tylko pozornie dobra wiadomość, a w rzeczywistości pułapka. Bruksela takie narzędzia chętnie wykorzystuje do wywierania nacisku politycznego na rządy, których nie lubi - powiedział.

Reklama

"Prymitywny szantaż"

Im więcej ma ich do dyspozycji tym gorzej. Polska podkreśla stanowczo i jednoznacznie, że sam pomysł przesiedlania kogokolwiek do kraju, w którym nie chce przebywać jest chybiony, a jedynym jego beneficjentem będą przemytnicy i handlarze ludźmi. Prędzej czy później wszystkie te osoby będą chciały dostać się do Francji, Niemiec czy Szwecji. Groźba nakładania kar na Polskę za to, że zachowujemy w tej sprawie zdrowy rozsądek i nie chcemy przykładać ręki do tego absurdu to prymitywny szantaż. Referendum w tej sprawie i jego wynik będzie dla rządu argumentem w negocjacjach, Brukseli będzie to trudno zignorować - dodał.

W czwartek temat reformy systemu azylowo-migracyjnego ma pojawić się na szczycie UE w Brukseli.

Z Brukseli Łukasz Osiński