Koniec marzeń PZPR o własnym premierze. Czesław Kiszczak nie jest w stanie utworzyć koalicji większościowej w Sejmie.
>>>Wałęsa: Kto nie chciałby być w Paryżu
Prezydent Wojciech Jaruzelski zaprasza do Belwederu: szefów „Solidarności”, Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego i Stronnictwa Demokratycznego, Lecha Wałęsę, Romana Malinowskiego i Jerzego Jóźwiaka. W rozmowach biorą jeszcze udział Czesław Kiszczak i Jarosław Kaczyński.
>>>Wałęsa: Będę się dalej kompromitował
Po długiej rozmowie Kiszczak odprowadza gości na zewnątrz. Wszystkich żegna podaniem ręki. Obserwujący scenę dziennikarze zza zamkniętej bramy zauważają, że .
Tego samego dnia Wałęsa spotyka się z Tadeuszem Mazowieckim.
Od momentu zatwierdzenia go przez Sejm na stanowisko premiera 2 sierpnia, . Wszyscy mu odmawiają. Jak powie później Krzysztof Dubiński, sekretarz Czesława Kiszczaka Witoldowi Beresiowi i Jerzemu Skoczylasowi, generał wymyślił, że zaprosi do rządu opozycję pozaparlamentarną, m.in. KPN i "Solidarność Walczącą". Rozmowy miały się nazywać Magdalenka II i były planowane na 15 sierpnia. Ale do nich nie doszło. Kiszczak sam zrezygnował.
7 sierpnia przez generała. Proponuje koalicję "Solidarności" z ZSL i SD. Dzień później podobne oświadczenie wydaje Krajowa Komisja Wykonawcza "Solidarności". 16 sierpnia niedawne przybudówki PZPR opuszczają przewodnią siłę narodu.
Na spotkaniu w Belwederze rozmawiano o powołaniu premiera z "Solidarności". Z trójki kandydatów: Bronisław Geremek, Jacek Kuroń i ten trzeci.
Studio telewizyjne "Solidarności"
Tadeusz Mazowiecki, którego 19 sierpnia Wojciech Jaruzelski desygnował na premiera, . Informuje, że dostał też szczere wyrazy współczucia.
Sejm powołuje Tadeusza Mazowieckiego na stanowisko premiera. Po głosowaniu Mazowiecki podchodzi do ławy rządowej. Przed podaniem ręki Kiszczakowi potyka się.
Przez kilka dni w komisjach sejmowych trwają przesłuchania kandydatów na ministrów. W komisji mniejszości narodowych pojawia się Czesław Kiszczak. Ma zostać ministrem spraw wewnętrznych. Jacek Kuroń wita wylewnie 'kolegę z rządu" - jak o nim mówi - i głośno podkreśla: .
Stefan Kisielewski, Kisiel, w jednym z komentarzy powie o Kiszczaku w tamtych dniach, że to .
"Pewnie jak internował ludzi to tylko po to, by badać ich psychikę i poznać z kim będzie rozmawiał przy Okrągłym Stole. Gdybym miał wybierać stanowisko w rządzie też wziąłbym resort spraw wewnętrznych, bo . To ja się chyba nadaję, bo jestem literatem"! A na poważnie dodaje: "Wszystko trzeba skasować i zacząć od nowa, ale czy Mazowiecki da radę?"
Podczas długiego przemówienia w Sejmie premier słabnie, próbuje po przerwie żartować "jak polska gospodarka". Aleksander Kwaśniewski składając mu gratulacje radzi: .
W Sejmie Kwaśniewski bryluje. Otacza go wianuszek dziennikarzy. Na pytanie zagranicznych korespondentów o sytuację polityczną w Polsce opowiada dowcip o gajowym:
Nikt nie ma wątpliwości, że gajowym może być tylko partyjny beton i część wojska, a w najgorszym wypadku ZSRR.
Pytany o zachowanie koalicjantów z ZSL i SD, podkreśla:
- Nie chcę mówić o zdradzie.
- Co dalej z PZPR?
- Najbliższy zjazd zamknie pewien etap. Zmiana nazwy nie wystarczy.
Rolnik, poseł "S' Jan Beszta-Borowski otwarcie krytykuje Lecha Wałęsę. Ma za złe liderowi "Solidarności', że się skumplował z Malinowskim, bo ZSL prowadziło kolektywizację i terroryzowało chłopów. Żal do liderów za bratanie sie z komuną ma coraz więcej opozycjonistów.
Trochę później Jacek Kaczmarski, bard "Solidarności" zaśpiewa piosenkę "Kiedy" i dedykuje ją na prywatnym spotkaniu Jackowi Kuroniowi. Bransoletki znów pewnie będą kajdankami. Choć w czasach, co bogate i jakby łaskawsze.I stare cele staną przed Romantykami,By być po stronie słabszych, którzy będą - zawsze".
Głównym budowniczym koalicji "Solidarności" ze SD i ZSL jest Jarosław Kaczyński. Lech Kaczyński w wywiadzie dla „Newsweeka" z lutego 2009 roku powie wręcz, że już w maju podjęli z bratem rozmowy sondażowe z SD. A po wyborach 4 czerwca Jarosław powiedział Wałęsie, że wynik wyborów wskazuje na nieaktualność ustaleń politycznych Okrągłego Stołu. Dlatego Jarosław miał forsować porozumienie z ZSL i SD z Wałęsą na stanowisku premiera. Z kolei Michnik - wedłu słów prezydenta - opowiadał się za sojuszem z tzw. postępowymi siłami w PZPR i za rządem z premierem Bronisławem Geremkiem. W pierwszych dniach sierpnia . To spojrzenie z roku 2009.
Dwadzieścia lat wcześniej wyglądało to zupełnie inaczej.
Przed Sejmem Jarosław Kaczyński udziela wywiadu. Przepytuje go Janusz Reiter, ówczesny dziennikarz „Gazety Wyborczej", później ambasador Polski w Niemczech i USA. Z rozmowy wynika, że . Tolerowali Jaruzelskiego na stanowisku prezydenta jako wynik umowy zawartej przy okrągłym stole. I choć wiedzieli, że znakomity wynik Solidarności w wyborach czerwcowych zmienił układ polityczny, to uznali, że jeszcze trzeba iść na kompromisy.
Reiter: Jeszcze kilka tygodni temu politycy solidarnościowi nie bardzo wierzyli w ideę Michnika - . Co się takiego stało, że zmienili zdanie?
Kaczyński: - Sprawa zaczęła się od dokumentu, który pod koniec czerwca opracowałem na prezydium KKW. To były przygotowywane rutynowo co tydzień, jako mój obowiązek, uwagi o obecnej sytuacji politycznej. Tylko tym razem przede wszystkim o perspektywie stworzenia naszego rządu. Skoro jednak pierwszy .
Dalej Kaczyński przekonuje, że tylko rząd solidarnościowy może efektywnie działać, choć - jak dodał - "oczywiście kompromisy trzeba będzie zawiązywać".
- Czy komuniści nie będą się czuli oszukani w sytuacji, gdy staczają się w niebyt polityczny?
Kaczyński uspakaja: Trudno mi powiedzieć, by PZPR staczała się w niebyt. Są przecież jeszcze ustalenia przy okrągłym stole o prezydencie. Przejęcie władzy przez rząd solidarnościowy to jeszcze nie jest przejęcie całej władzy w kraju.
Zdradza też kulisy zaproponowania Mazowieckiego na premiera i chwali geniusz Wałęsy.
. I moment też. Wałęsa przyszedł do Leszka i powiedział: trzeba napisać oświadczenie, bo on sam takich dokumentów nie pisze".
Kaczyński mówi, że kandydatura Mazowieckiego padła po raz pierwszy w Węsiorach, gdzie Wałęsa ma letnisko. Naturalnym by było, gdyby szefem rządu został lider "Solidarności", ale nie chciał. I wtedy padły trzy nazwiska: Geremek, Kuroń i Mazowiecki. Geremek odpadł, bo realizował zupełnie inną koncepcję (sojusz z tzw. postepową częścia PZPR) i nie był do zaakceptowania przez Kościół. Kuroń, za którym optował Jarosław Kaczyński, też odpadł, choć był bardziej elastyczny niż Geremek. Z tego powodu został ministrem w rządzie Mazowieckiego.
- Ja nawet porozmawiałem o kandydaturze Kuronia z naszymi partnerami z SD i ZSL, ale byli całkowicie na nie. Po tych rozmowach doszedłem do wniosku, że ciągnięcie tej sprawy to rozwalenie całego przedsięwzięcia. Pozostał Mazowiecki.
- Jak się dowiedział? - pyta Reiter.
- Powiedział mu to Wałęsa na kolacji w hotelu Europejskim, która się odbywała równolegle do posiedzenia OKP. Wałęsa po kolacji przyjechał na posiedzenie OKP. Później, nie wiem po co, Jaruzelski, choć wiedział o kandydaturze Mazowieckiego, mówił Geremkowi o możliwości powołania rządu ekspertów.
- Może to była rozmowa sondażowa?
- To by oznaczało, że nie doceniałbym Jaruzelskiego ani Kiszczaka.
Epilog?
Dzień po ogłoszeniu przez premiera Donalda Tuska decyzji o przeniesieniu obchodów 4 czerwca do Krakowa.
W witrynie „Dziennika Bałtyckiego" wystawa historycznych okładek gazety. Na jednej z nich fotografia Lecha Wałęsy sprzed 20 lat. Na kolejnej znów postać legendarnego przywódcy Solidarności. .
Niedaleko w oknie księgarni Ossolineum wystawiona książka Pawła Zyzaka: "Lech Wałęsa. Idea i historia", oskarżająca go o agenturalną przeszłość. .
Pod stocznią tylko kilku turystów. Po lewej stronie historycznej bramy niebieska mała prostokątna tabliczka z napisem "dziedzictwo europejskie" i charakterystycznymi gwiazdami Unii. Z okien pobliskiego hotelu Gryf widać nieruchome dźwigi, plac tak rzadko uczęszczany, że zarosły trawą. W nocy jedyne mocne światło to reflektor oświetlający pobliski parking samochodowy, który ma odstraszyć złodziei. A w 1980 roku podczas strajku w stoczni Ryszard Kapuściński napisał:
XXX
Przy pisaniu artykułu korzystałam z archiwum filmowego Video Studio Gdańsk, a także z książki "Generał Kiszczak mówi ... prawie wszystko", Witold Bereś i Jerzy Skoczylas, Warszawa 1991