Ustaliliśmy, że w ostatnich tygodniach Janusz Palikot wykonał zaskakujący ruch biznesowy. Poseł ma ponad 2 mln euro długu w luksemburskiej firmie CEPI, którą sam założył. Ale Palikot właśnie sprzedał CEPI. Akt notarialny - dostępny dla każdego, kto chce skorzystać z rejestrów sądu w Luksemburgu - ma datę 9 kwietnia.

Reklama

>>> Tajemnica wielkich pieniędzy Janusza Palikota

Kupcem jest cypryjska firma Hydrativa. Do kogo należy? Za ile kupiła firmę od Palikota? To informacje niedostępne, prawo na Cyprze pozwala ukrywać wiadomości o właścicielach firm i przepływach finansowych. Sam Palikot informował nas jeszcze w czwartek, że nie jest udziałowcem firmy i nie zna jej struktury kapitałowej.

My ustaliliśmy, że Hydrativa podaje ten sam adres w Limassol co inna spółka, z której płynęły pieniądze na pożyczki dla Palikota. I którą w Polsce reprezentował Marek Zdanowicz, adwokat pojawiający się przy biznesach posła.

Do tej pory tylko raz warszawska prokuratura sprawdzała, czy Janusz Palikot lub jego współpracownicy nie stoją za anonimową spółką z raju podatkowego.

Chodzi o londyńską firmę zarejestrowaną na Wyspach Dziewiczych (przez nią Palikot miał rzekomo wyprowadzać pieniądze z Polmosu Lublin). Prokuratura umorzyła śledztwo, choć nie próbowała nawet ustalić nazwisk rzeczywistych właścicieli spółki, nie wykonała podstawowych sprawdzeń w brytyjskim rejestrze sądowym.

>>> Sprawdzą, czy Palikot prał brudne pieniądze

Polityk pożycza pieniądze nie tylko od anonimowych spółek z rajów podatkowych. Z ostatniego oświadczenia Palikota wynika, że mógł liczyć na młodszego brata - Bogdana. Ten udzielił posłowi w zeszłym roku czterech pożyczek na sumę 3,9 mln euro. Bogdan Palikot był kilka miesięcy temu przesłuchiwany przez policję na zlecenie prokuratury, która bada operacje finansowe posła. Po przesłuchaniu młodszy Palikot, który miał 3,9 mln euro na pożyczkę dla brata, poprosił o zwrot kosztów przejazdu do Warszawy, ponieważ... nie ma pracy.

Sam Palikot miał fatalny piątek. Zaczęło się już rano od wypowiedzi Zbigniewa Chlebowskiego, szefa klubu PO, w RMF: "Opisywany mechanizm brzmi bardzo poważnie. Gdyby to miało okazać się prawdą, byłby to koniec (Palikota - red.) w polityce".

Palikot, zazwyczaj skory do komentarzy i polemik, milczał. A politycy z PiS i SLD ostro atakowali. Jarosław Kaczyński zażądał wyjaśnień do Donalda Tuska: "Albo to są jego własne pieniądze, tylko zostały ukryte w sposób nielegalny, i można mówić o szeregu przestępstw, albo to są pieniądze kogoś, kto z niewiadomych względów finansuje pana Palikota".

Lewica zdecydowała, że cofa Palikotowi poparcie do powrotu na stanowisko szefa sejmowej komisji "Przyjazne Państwo". Chce też sprawdzenia, czy poseł nie pierze brudnych pieniędzy.

W południe poseł Platformy wreszcie zareagował. Wydał oświadczenie, w którym merytorycznie nie odniósł się do zarzutów. "W czasie prowadzenia działalności biznesowej podpisałem tysiące umów z setkami podmiotów" - tłumaczył.

>>> "Janusz Palikot walczy z wiatrakami"

Zarzucił nam, że materiały dostaliśmy od Romana Giertycha, który jest pełnomocnikiem jego byłej żony. Zapowiedział, że doniesie na DZIENNIK i Giertycha do prokuratury (zarzut chybiony, bo tekst powstał na podstawie jawnych źródeł). Po południu Giertych zapowiedział, że wyśle Palikotowi relanium na uspokojenie.

Również po południu Palikot zwołał konferencję w Suwałkach. Kilka razy powtórzył, że nie ma związków z żadną z wymienionych przez DZIENNIK spółek - choć oficjalnie założył przynajmniej jedną z nich. Nie wyjaśnił, skąd wzięły się pożyczki i kłamstwo w oświadczeniu majątkowym.

Reklama