"To niebezpieczna sytuacja, bo . A taka rozmowa może być potem wykorzystana do szantażu" - mówi Bogdan Rymanowski. Dziennikarz TVN24 jest oburzony nie tylko samym podsłuchiwaniem jego rozmów telefonicznych, ale również faktem, że wiceszefa ABW Jacka Mąki, jaką wytoczył Cezaremu Gmyzowi z "Rzeczpospolitej".
>>>Rząd: Podsłuchy dziennikarzy były legalne
Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego tłumaczy, że z "Rzeczpospolitej". Rozmowy obu dziennikarzy nagrano w czasie działań wobec innego dziennikarza - , którego podejrzewano, że za pieniądze oferował usunięcie nazwisk z raportu z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych.
Tylko że z Sumlińskim o prywatnych sprawach rozmawiali zarówno Rymanowski, jak i Gmyz. A prokuratura zgodziła się na odtajnienie tych stenogramów.
"Rzeczpospolita" wytknęła śledczym, że bezprawnie przekazali stenogramy prawnikom wiceszefa ABW, który toczy wojnę z Cezarem Gmyzem w sprawie, która nie ma nic wspólnego z
podsłuchiwaniem Sumlińskiego. Zastanawiające jest również, , bez związku ze korupcją w komisji weryfikacyjnej WSI.
Z pomocą ABW przyszli śledczy. Na specjalnie zwołanej konferencji bronili swoich decyzji.
"Stenogramów z podsłuchanych rozmów nie zniszczono, ponieważ wiążą się ze sprawą karną" - przekonywał zastępca warszawskiego prokuratora apelacyjnego Robert Majewski.
Dodał, że śledczych interesowała wyłącznie treść rozmów, a nie osoby rozmówców. "Materiały miały dla nas znaczenie tylko z punktu widzenia treści, nie interesowało nas, kto
jest rozmówcą podejrzanego Wojciecha S." - powiedział Majewski.
>>>ABW: Rymanowski? Nie podsłuchiwaliśmy go
Na pytanie Cezarego Gmyza, skąd wobec tego w stenogramie z podsłuchu telefonu Sumlińskiego jego nazwisko, referent postępowania prokurator Andrzej Michalski wyjaśnił: "Podano panu telefon i dalszą część rozmowy pan prowadził. , jest w rzeczywistości tą osobą".
A dlaczego stenogramów z prywatnych rozmów dziennikarzy z Sumlińskim nie zniszczono? Jak powiedział Majewski, rozmowy nagrano, gdy sąd decydował o areszcie wobec Wojciecha Sumlińskiego. Jego mogła mieć na celu utrudnianie postępowania, dlatego uznano, że zapisy zostaną w aktach - zaznaczył prokurator.
Zdaniem śledczych, także przekazanie części materiałów prawnikom wiceszfa ABW Jacka Mąki do wykorzystania w procesie cywilnym przeciw Gmyzowi, było . "Prawo dopuszcza w wyjątkowej sytuacji udostępnienie materiałów osobom innym niż strony" - stwierdził prokurator Majewski.