Prezydent USA Donald Trump ogłosił w sobotę, że Amerykanie zaatakowali Wenezuelę i pojmali jej lidera, prezydenta Nicolasa Maduro, a także jego żonę. Prokuratorka generalna USA Pam Bondi poinformowała, że schwytani zostali oskarżeni w Stanach Zjednoczonych o przestępstwa związane z narkotykami i terroryzmem oraz, że oboje będą sądzeni w Nowym Jorku.

Jest to złamanie prawa międzynarodowego, które zabrania naruszania granic czy interwencji i zmiany rządu siłą. To jest wbrew Karcie Narodów Zjednoczonych i tego systemu międzynarodowego budowanego po 1945 r. Tylko że to nic nowego, bo i w XIX w., i po II wojnie światowej były już wielokrotne interwencje USA w Ameryce Środkowej i Południowej, np. w Panamie w 1989 r. - powiedział PAP kierownik Zakładu Pozaeuropejskich Studiów Politycznych UAM prof. dr hab. Radosław Fiedler, odnosząc się do sprawy.

Sygnał dla Rosji i Chin? Ekspert ostrzega po ataku USA na Wenezuelę

Zaznaczył jednocześnie, że interwencja USA będzie analizowana w kontekście toczącej się wojny rosyjsko-ukraińskiej. - Dla Rosji to jest sygnał, że Amerykanie mogą definiować swoje bezpieczeństwo wbrew regułom prawa międzynarodowego, czyliRosja i Chiny też tak mogą robić. Oba te kraje mogą odczytać amerykańską interwencję jako wiadomość, że teraz jest prymat siły, a nie zasad i instytucji międzynarodowych - ocenił ekspert.

Reklama

Porównując obecną interwencję USA do inwazji Stanów Zjednoczonych na Panamę w 1989 r., prof. Fiedler zwrócił uwagę, iż Panama była mocno uzależniona od Amerykanów, którzy dodatkowo posiadali w tym kraju swoje bazy wojskowe. - Operacja w Panamie była stosunkowo prosta. Wenezuela to jest zdecydowanie większe państwo, w którym USA straciły swoje wpływy kilkadziesiąt lat temu - zaznaczył.

Badacz zwrócił uwagę, że obalony przez Amerykanów prezydent Wenezueli współpracował w ostatnich latach z Rosją i Chinami. Maduro kupował od nich broń i liczył, że oba te państwa wspomogą go w chwili kryzysu. Z tego, co widać, Rosja i Chiny "nie chcą ginąć za Maduro". Wenezuela jest zbyt odległa i jej obrona byłaby zbyt kosztowna. Tym bardziej, że Rosja zajęta Ukrainą nie mogła pomóc skutecznie Iranowi w czasie ubiegłorocznych ataków Izraela i USA. Widać tu erozję międzynarodowej pozycji Rosji, którą budowała od 10 lat, np. swoim zaangażowaniem w Syrii - zaznaczył Fiedler.

Reklama

Pytany o przyczyny interwencji USA w Wenezueli, prof. Fiedler ocenił, że "Donald Trump potrzebuje sukcesu na potrzeby polityki wewnętrznej". - Jego popularność w Stanach słabnie, rośnie rozczarowanie jego prezydenturą, ruch MAGA pęka od środka. W listopadzie odbędą się wybory połówkowe do Kongresu, a administracja nie ma zbyt wielu sukcesów. Tymczasem ten rok zaczyna się od bardzo krótkiej wojny i pojmania Maduro. Trump będzie mówił o budowaniu w Wenezueli demokracji, pokoju i dobrobytu, będzie pokazywał swoją sprawczość - powiedział.

Zwrócił uwagę, że USA eskalowały napięcie z Wenezuelą od września, m.in. przeprowadzając 30 ataków na łodzie i statki, w których zginęło 115 osób. - Pamiętajmy, że schwytanie Maduro to duży sukces. Amerykanie musieli mieć bardzo dobrych informatorów, a prezydent Wenezueli prawdopodobnie został zdradzony przez kogoś z bliskiego otoczenia. To zostało bardzo sprawnie zrobione. Jest nadzieja, że ta „dekapitacja” władzy w Wenezueli szybko się ustabilizuje. Ale tego nie wiemy na pewno - zaznaczył.

- Dużą porażką dla Trumpa będzie, jeśli sytuacja w Wenezueli pogorszy się na tyle, że będzie wymagać zaangażowania w tym kraju sił lądowych USA. Wtedy wzrosną koszty, nawet jeżeli nie będzie wielu ofiar i pojawią się pytania, dlaczego prezydent wywołał kolejną wojnę - podkreślił naukowiec.

Prof. Fiedler ocenił, że interwencją Trump wysłał sygnał do innych krajów regionu, m.in. Kolumbii i Kuby, informując, iż USA są "zwarte i gotowe", by wrócić do takiej polityki, jaką prowadziły ponad 100 lat temu czy w czasie Zimnej Wojny. - To ma uświadomić, że państwa mają liczyć się interesami i celami polityki amerykańskiej. Trump dowodzi, że to, co zostało napisane w strategii bezpieczeństwa USA o wpływach Stanów Zjednoczonych na półkuli zachodniej, to nie była tylko retoryka. Gdy takie mocarstwa, jak Stany, dbały o jako takie funkcjonowanie ładu międzynarodowego, sytuacja małych i średnich państw była bardziej bezpieczna i przewidywalna. Teraz zaczyna być nieprzewidywalnie - wskazał.