Prezydent USA Donald Trump oświadczył w piątek w Waszyngtonie, podczas spotkania w Białym Domu na temat przyszłości wenezuelskiego sektora naftowego, że chce porozumienia z Grenlandią - "jeśli nie po dobroci, to w trudniejszy sposób". Zaznaczył, że jeśli USA tego nie zrobią, uczynią to Rosja lub Chiny.

Grenlandia - sytuacja polityczna

Grenlandia, którą Donald Trump wziął na celownik, od ponad 200 lat jest częścią Królestwa Danii. Obecnie ma status autonomicznego terytorium, zależnego od rządu w Kopenhadze. Grenlandią rządzi od wiosny ubiegłego roku rządzi koalicyjny gabinet czterech partii, premierem jest Jens Frederik Nielsen z ugrupowania Demokraci. Stronnictwo to opowiada się za niepodległością wyspy od Danii, ale dopiero po uzyskaniu niezależności gospodarczej, co wydaje się trudne do osiągnięcia. Grenlandia jest obecnie uzależniona od dotacji rządowych z Kopenhagi.

Reklama
Reklama

Stanowcza deklaracja polityków z Grenlandii

Politycy, zarówno koalicji rządzącej, jak i opozycji, podkreślili że o przyszłości wyspy - zależnej dziś od Danii, lecz posiadającej autonomię - powinni decydować jej mieszkańcy. "Bez nacisków na szybką decyzję, zwłokę lub ingerencję ze strony innych krajów" - zaznaczyli. Przypomnieli, że Grenlandia zintensyfikowała w ostatnich latach swoją aktywność w międzynarodowej polityce. "Robimy to, kierując się zasadami międzynarodowymi, opartymi na wzajemnym szacunku i dialogu. Będziemy to kontynuować" - zadeklarowali. Liderzy grenlandzkich partii oświadczyli, że są otwarci na "dialog z sojusznikami i krajami, z którymi współpracują", w tym USA, ale na zasadach poszanowania dyplomacji i prawa. Zapowiedzieli zorganizowanie w parlamencie debaty na ten temat. Szczegóły tej inicjatywy nie są na razie znane.