Dziennik.pl logo

Islandia zdecyduje, czy spłacać długi

4 marca 2010, 17:43
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Islandczycy w piątek zdecydują w referendum, czy zaczną spłacać swoje zagraniczne długi. Choć pytanie dotyczy 3,8 mld euro dla brytyjskich i holenderskich klientów islandzkich banków, stawka jest znacznie większa - rozstrzygnie ono, czy Islandia będzie wiarygodnym partnerem, czy izolowanym emitentem śmieciowych obligacji.

Referendum jest bezprecedensowe - jeszcze nigdy nie zdarzyło się, by decyzję o oddawaniu - bądź nie - zagranicznych zobowiązań jakiegoś kraju podejmowały nie władze, lecz wszyscy obywatele w plebiscycie. Co więcej, Islandczycy najprawdopodobniej opowiedzą się za tym by, długów nie spłacać - według ostatnich sondaży tak głosować zamierza aż trzy czwarte uprawnionych.

Spór dotyczy 2,35 mld funtów dla Wielkiej Brytanii i 1,2 mld euro dla Holandii, które obywatele tych państw utracili jesienią 2008 r. w efekcie upadku Icesave - internetowej odnogi islandzkiego banku Landsbanki. Straty swoich obywateli pokryły wówczas rządy w Londynie i Amsterdamie, ale teraz chcą te pieniądze odzyskać. Porozumienie o spłacie długów zablokował prezydent Olafur Ragnar Grimsson, po tym jak petycję w tej sprawie podpisało 62 tys. ludzi, czyli jedna czwarta elektoratu.

Przeciwnicy umowy argumentują, że jej warunki są zbyt surowe i pogrążona w głębokim kryzysie Islandia nie jest w stanie zapłacić takiej sumy. "To trochę tak, jakbym zepsuł ci kamerę, a ty przyszedłbyś i zażądał pięciokrotności ceny oraz prawa do zabrania mojego domu, jeśli tego nie zapłacę" - tłumaczy dziennikarzom Olafur Eliasson, twórca ruchu Indefence, który sprzeciwia się porozumieniu.

Dla 317-tysięcznego kraju 3,8 mld euro to rzeczywiście ogromna suma. Niemal dokładnie jedna trzecia rocznego PKB, który według Międzynarodowego Funduszu Walutowego wyniósł w 2009 r. 11,9 mld euro. Ale Islandia nie musi tej sumy spłacać jednorazowo ani już teraz. Zgodnie z umową kolejne transze trafiałyby do Wielkiej Brytanii i Holandii w latach 2017-2023. To oznacza, że rocznie Rejkiawik musiałby przeznaczać na obsługę długu 540 mln euro plus niewielkie odsetki. A to już niecałe 5 proc. rocznego PKB.

czytaj dalej

Również argument, że Islandczycy będą przez całe pokolenia ponosić koszty upadku Icesave, nie jest prawdziwy. 3,8 mld euro to w przeliczeniu na statystycznego Islandczyka 12 tys. euro długu. Jednak znowu - rozbijając tę sumę na siedem lat, oznacza to roczne uszczuplenie dochodu o 1700 euro lub 140 euro miesięcznie. Z polskiego punktu widzenia całkiem sporo, dla Islandczyka - nie tak dużo. Roczny PKB na głowę mieszkańca Islandii w zeszłym roku wynosił według MFW ponad 27 tys. euro (według Banku Światowego jeszcze więcej). Aby spłacić długi, musiałby zatem poświęcić w ciągu 7 lat 6 proc. swoich dochodów.

Jednak koszty "nie" w referendum będą znacznie większe. Brytyjczycy i Holendrzy już zapowiedzieli, że w takim przypadku zablokują rozmowy o członkostwie Islandii w Unii Europejskiej. Pod znakiem zapytania stanęłyby także kolejne transze kredytów z MFW. To dzięki nim w najbardziej krytycznym momencie kryzysu Islandia nie ogłosiła bankructwa. Brak spłaty długów rodzi dalsze konsekwencje. "Islandia może nie zostałaby pochłonięta przez Atlantyk, ale z pewnością musiałaby się pożegnać z inwestycjami zagranicznymi. Kto chciałby inwestować w kraju, który nie oddaje pożyczonych pieniędzy? Poza tym nastąpiłby dramatyczny spadek wartości korony islandzkiej i dalsze obniżenie ratingu islandzkich obligacji" - mówi DGP Alan Marin, ekonomista z London School of Economics.

Wartość tych ostatnich już po zawetowaniu przez prezydenta ustawy o spłacie Icesave agencja ratingowa Fitch obniżyła z BBB- do BB+, czyli z poziomu wysokiego ryzyka do poziomu obligacji śmieciowych.

Aby zapobiec katastrofie, islandzki rząd jeszcze w tym tygodniu prowadził negocjacje z Londynem i Amsterdamem na temat złagodzenia warunków spłaty, tak aby można było przygotować nową ustawę i w ostatniej chwili odwołać referendum. Do wczoraj porozumienia nie udało się osiągnąć.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Autor bez zdjęcia
Bartłomiej Niedziński
Dziennikarstwem zajmuje się od 11 lat, przed „DGP” pracował m.in. w Polskiej Agencji Prasowej, „Życiu”, „Przekroju”, „Fakcie” i „Dzienniku”. Absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim. Interesuje się Europą Zachodnią, w tym przede wszystkim Wielką Brytanią i Irlandią, Ameryką Łacińską, a także rynkami surowcowymi.
Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj