Dziennik.pl logo

Znaczące słowa o pozycji Polski w Unii. "Z Brukseli widać to wyraźnie"

Paweł Świeboda
Paweł Świeboda/East News
Znaczące słowa o pozycji Polski w Unii Europejskiej. "Brakuje polskiego głosu w sprawie kierunków rozwoju Unii" – ocenia w rozmowie z PAP Paweł Świeboda, który w latach 2014-2019 był doradcą szefa KE Jean Claude-Junckera. "Pozycja Polski w UE jest mocna, ale rządzący skupiają głównie uwagę na własnym podwórku" – dodaje.

PAP: Polska przeżywa swoje pięć minut na świecie. Co mówi się dziś o naszym kraju na korytarzach unijnych instytucji w Brukseli?

Polska oczami Brukseli

Paweł Świeboda, analityk European Policy Centre w Brukseli, ekonomista, politolog, który był zaangażowany w negocjacje akcesyjne Polski, w latach 2014-2019 doradzał Jean Claude-Junckerowi jako wiceszef Europejskiego Centrum Strategii Politycznej (EPSC), think tanku Komisji Europejskiej: Polska nie jest dzisiaj szczególnym tematem rozmów, bo jest państwem członkowskim, „jak wiele innych”. Postrzegana jest jako kraj konstruktywny, wpisujący się w główny nurt europejski, ale też taki, który ma swoje „czerwone linie” i zastrzeżenia wobec kierunku zmian w UE. Co ciekawe, nie zmieniły się one od czasu członkostwa naszego. Europejska linia Polski jest dosyć konsekwentna…

PAP: To znaczy?

P.Ś.: - Pozostajemy skoncentrowani na swoim interesie narodowym, na utrzymaniu przewag konkurencyjnych stojących za sukcesem Polski i udaną transformacją. To podejście nie uwzględnia zbytnio zmieniających się czasów. Myślę np. o nowych technologiach, gdzie nie jesteśmy liderem. Nie mamy np. wyrazistego własnego zdania na temat tego, jaką politykę powinna przyjąć UE w sprawie rozwoju Sztucznej Inteligencji, chociaż wielu Polaków zakłada i prowadzi bardzo interesujące firmy technologiczne (Eleven Labs czy ICEYE).

Mamy swoje zastrzeżenia do polityki klimatycznej Unii i to od dawna. Nie dostrzegamy potencjału rozwojowego w transformacji energetycznej. Postrzegamy ją raczej jako czynnik hamujący gospodarkę. Gdybyśmy 20 lat temu zastanawiali się, gdzie znajdziemy się w 2026 roku i nagle się obudzili w teraźniejszości, nie bylibyśmy zbytnio zaskoczeni stanowiskiem Polski w kluczowych sprawach.

PAP: Chodzi panu o zachowawczość w podejściu do polityki spójności czy Wspólnej Polityki Rolnej?

P.Ś.: - W Polsce jest świadomość, że korzyści finansowe z tych polityk będą się powoli kończyć, ale staramy się utrzymać obecny stan posiadania. Od początku członkostwa Polska ma dosiebne podejście do UE, wymiar wspólnotowy nadmiernie się u nas nie rozwinął. Co więcej, jesteśmy przekonani, że dokonaliśmy słusznych wyborów. Zastanawia mnie np. brak debaty w sprawie oczywistych korzyści z wejścia Polski do strefy euro.

Moi przyjaciele mają kredyt hipoteczny w Polsce i ja mam taki kredyt w Belgii. Porównaliśmy oprocentowanie i okazało się, że różnica jest znacząca, oczywiście na moją korzyść. Z przyjęcia wspólnej waluty skorzystaliby nie tylko ludzie z kredytami hipotecznymi, ale przedsiębiorcy. Tymczasem w Polsce euro nie jest żadnym tematem, mimo że w grę wchodzi zasobność polskich portfeli.

PAP: Dzieje się tak dlatego, że rządzący boją się poruszać tę kwestię, bo zbliżają się wybory, a polska prawica – od PiS po obie Konfederacje sprzeciwia się przyjęciu wspólnej waluty. To pana zaskakuje?

P.Ś. - Politycznie to nic nowego. Ale dziwne jest to, że społeczeństwo nie dostrzega korzyści w rozwiązaniach europejskich i nie naciska na klasę polityczną, by je przyjąć. Wspólna waluta jest w tym względzie wyrazistym przykładem. Pytanie, dlaczego nie powstał dotąd oddolny ruch społeczny, który zająłby się promowaniem korzyści z przyjęcia euro?

PAP. Być może Polacy zadowoleni są z tego, co osiągnęli w UE?

P.Ś.: - Brak oddolnych nacisków na przyjęcie euro to zapewne efekt dużego sukcesu, jakim okazało się członkostwo Polski w UE. W przeciwieństwie do wielu krajów Europy nie przeszliśmy przez kryzys gospodarczy. W 2008 roku odczuliśmy jedynie niewielkie spowolnienie i podobnie jest właściwie do dziś. Oby trwało to jak najdłużej.

Wydaje mi się, że ponieważ Polacy nie doświadczyli recesji, są zadowoleni z obecnego stanu rzeczy. Tymczasem, mając euro, moglibyśmy odnieść jeszcze większy sukces, w dodatku każdy odczułby to w swojej kieszeni.

Realna pozycja Polski w UE

PAP: - Jaka jest realnie pozycja Polski w UE?

P.Ś.: - Stosunkowo mocna, choćby dlatego, że premier Tusk jest jednym z najbardziej doświadczonych liderów, również w sprawach europejskich. Doświadczona jest też polska ekipa rządząca. I to jest niewątpliwie duży atut. Z Brukseli widać wyraźnie, że rządzący w Polsce skupiają głównie uwagę na własnym podwórku, na sytuacji wewnętrznej. Być może dlatego często brakuje polskiego głosu w sprawie kierunków rozwoju Unii Europejskiej w przyszłości.

Trzy lata temu w UE było oczekiwanie, że po trudnym ośmioletnim okresie rządów PiS Polska wróci do europejskiej gry. Jak na razie to nie do końca nastąpiło. Rząd skupia się przede wszystkim na codziennym zarządzaniu problemami i dbaniu o polski interes.

PAP: Tak zachowują się dziś wszystkie państwa członkowskie…

P.Ś.: - Zgadza się, to podejście jest dość powszechne, więc pod tym względem nie Polska nie wyróżnia się ani na plus, ani na minus. Tymczasem, choćby z powodów naszych dokonań gospodarczych, moglibyśmy aktywniej wpływać na sprawy, które mają dzisiaj dla Unii strategiczne znaczenie, czyli jak odnaleźć się w gospodarczej rywalizacji wielkich potęg – USA i Chin.

PAP: UE zawdzięcza Warszawie program Partnerstwa Wschodniego. Byliśmy też pomysłodawcą unii energetycznej, ale to wszystko inicjatywy sprzed kilkunastu lat. Co Polska wniosła do UE w ciągu ostatnich kilku lat?

P.Ś. - Na pewno przyczyniliśmy się do powstania mechanizmu SAFE, ważnego z punktu widzenia obronności (Instrument na rzecz Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy - PAP). Co prawda optowaliśmy za rozwiązaniem bardziej międzyrządowym, ale wykazaliśmy się elastycznością i byliśmy aktywni. Pytanie, czy biorąc pod uwagę wyzwania i zagrożenia, sam SAFE wystarcza?

Pomysł europejskiej armii

PAP: Coś takiego jak „europejska armia” nie wchodzi w grę, prawda?

P.Ś.: - Nie, choćby ze względu na obawy rządu przez reakcją opozycji, nie mówiąc już o licznych znakach zapytania dotyczących funkcjonaliści takiego rozwiązania. Z drugiej strony, jeżeli się nie spróbuje, nie będziemy wiedzieć, czy takie rozwiązania się sprawdzą. Myślę jednak, że bardziej niż europejskiej armii potrzebujemy europejskiego rynku zamówień publicznych w przemyśle obronnych. Dziś każdy kraj ma własny rodzaj uzbrojenia, a to rozczłonkowanie rynku jest jedną za największych słabości Europy.

Jako UE tracimy mnóstwo pieniędzy na tym, że nie mamy wspólnych standardów uzbrojenia. Aż prosi się europejska inicjatywa w tej sprawie, a Polska jako kraj uznawany za lidera w modernizacji armii mogłaby za tym optować. Niestety, jeśli chodzi o program SAFE, Polska opowiadała się za odsunięciem w czasie mechanizmu wspólnych zamówień.

PAP: Nie obawia się, że jednym z głównych tematów kampanii wyborczej w przyszłym roku będzie UE? Rozwój Plus Mateusza Morawickiego domaga się referendum w sprawie zawieszenia Schengen. Na ile realna jest groźba Polexitu?

P.Ś.: - Decydujące będzie to, co wydarzy się w całej Europie w 2027 roku, w tym wielkim roku wyborczym (wybory prezydenckie we Francji w maju i jesienią parlamentarne w Polsce, Hiszpanii i Włoszech - PAP). Od tego, czy w ich wyniku nastąpi radykalny skręt w prawo. A jeśli tak, to jakie wnioski z tego wyciągną polskie ruchy nawołujące do wyjścia z Unii.

Z tego, co widać, partie antyeuropejskich, takie jak Zjednoczenie Narodowe we Francji, nie mówią już o wyprowadzeniu kraju z UE, tylko o zmianie Unii Europejskiej od środka.

PAP: W celu cofnięcia integracji politycznej?

P.Ś.: - Na to wygląda. Oczywiście jeśli Marine Le Pen wygra wybory prezydenckie, czekają nas ogromne emocje. W Unii pojawi się mnóstwo napięć w kwestiach fundamentalnych, ale nie sądzę, by Francja opuściła UE. Jeśli więc jakakolwiek siła polityczna w Polsce będzie mimo wszystko obstawała przy Polexicie, pozostanie mocno izolowana. Myślę, że gdyby do władzy w Polsce doszła narodowa prawica, to wystąpi z postulatami renegocjowania warunków naszego członkostwa w UE.

Najgorszy możliwy scenariusz

PAP: Najgorszy z możliwych scenariuszy dla UE i Polski na 2027 rok to?

P.Ś.: Kontestacja głównego nurtu polityki europejskiej idąca w parze z coraz większą presją na UE ze strony administracji Donalda Trumpa. Do tego kryzys makroekonomiczny, którego nie można wykluczyć, jeśli spojrzymy na aktualne parametry, zwłaszcza dotyczące skali zadłużenia. Rosnące koszty obsługi długów mogą przełożyć się na spadek zaufania do rządzących i nerwową reakcję rynków finansowych.

PAP: Do tego jeszcze ingerencje i prowokacje ze strony Rosji, która otwarcie wspiera partie antyeuropejskie…

P.Ś. - Dokładnie, to wszystko oznacza, że bardziej niż jednego „wybuchowego” wydarzenia można się spodziewać nałożenia się na siebie w jednym czasie kilku bardzo destrukcyjnych procesów. Kumulacja kryzysów na raz i kolejne pokłady presji zewnętrznej to coś, czego do tej pory Europa nie doświadczała w podobnej skali. Najczęściej mieliśmy do czynienia z pojedynczymi kryzysami – uchodźczym, kryzysem w strefie euro, itd.

Tym razem Unii grozi wielowarstwowy meta-kryzys. Podsumowując – choć jak dotąd trudne sytuacje w pewien sposób wzmacniały UE, teraz stoi w obliczu scenariusza, którego jeszcze nie przerabiała.

Rozmawiał Jacek Pawlicki

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
oprac. Piotr Kozłowski

Dziennikarz, redaktor i korektor z wieloletnim doświadczeniem. Przez lata publikował teksty, głównie kulturalne, w rozmaitych mediach, takich jak Gazeta Wyborcza, Wprost, Wirtualna Polska. W Dziennik.pl od 2017 roku, obecnie jako wydawca i redaktor newsroomu.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraRosyjski atak przy polskiej granicy. Jest reakcja Komisji Europejskiej »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj