Główna wygrana - 200 tys. lewów (100 tys. euro), mieszkanie i samochód - miała przyciągnąć właśnie rodziny. "Naszym celem jest pokazanie oblicza współczesnej bułgarskiej rodziny, jej wartości, kryzysów, wolności, którą partnerzy są w stanie dać sobie nawzajem" - tłumaczył jeden z producentów.

Reklama

Zapowiedź udziału dzieci w tego rodzaju show wzbudziła sprzeciw opinii publicznej jeszcze w styczniu, kiedy zaczęły się castingi. Ponad 130 organizacji pozarządowych wypowiedziało się przeciwko programowi. Zorganizowano akcję "Big Brother nie jest dla dzieci", wzywano producentów i rodziców, by zrezygnowali z wchodzenia do zamkniętego domu Wielkiego Brata z małymi dziećmi.

Producent Niko Tuparew tłumaczył, że koncepcja powstała pod wpływem bardzo popularnych w ostatnim roku w Bułgarii tureckich seriali, których tematem jest tradycyjna rodzina i jej wartości. Seriale zrobiły prawdziwą furorę, przyciągając przed ekrany tłumy widzów i zachęcają nawet rdzennych Bułgarów do nadawania tureckich imion dzieciom.

Według Weliny Todorowej z Instytutu Prawa Bułgarskiej Akademii Nauk zaangażowanie dzieci do Big Brothera narusza ich prawa gwarantowane przez Konwencję Praw Dziecka ONZ. "Można nawet mówić o wykorzystywaniu pracy dzieci, gdyż podstawowym motywem ich rodziców jest wzbogacenie się dzięki udziałowi w programie" - mówi Todorowa. Przypomina przy tym tekst konwencji, który zakazuje ingerowania w życie osobiste i rodzinne dziecka.

Program ruszył na początku tygodnia. Za ustępstwo organizatorów uznano fakt, że dzieci wejdą do zamkniętego domu dwa tygodnie później i że nie będą miały konkretnych zadań do wykonania, jak ich rodzice.

Według psychologów pozbawienie dzieci ich naturalnego środowiska może spowodować u nich traumę. Z drugiej strony trzymiesięczne przebywanie w zamkniętej przestrzeni domu w Big Brotherze spowoduje zmiany w stosunkach między rodzicami, które również mogą odbić się negatywnie na dzieciach. Udział dzieci jest niebezpieczny nie tylko dla małych uczestników programu, lecz i dla dzieci z drugiej strony ekranu - dodają eksperci.

Władze i Rada Mediów Elektronicznych, nadzorująca pracę stacji radiowych i telewizyjnych, nie podjęły żadnych działań. Wiceminister oświaty Miłka Kodżabaszewa oceniła tylko, że "dzieci są wyjątkowo wrażliwą grupą". Udział w takim programie - dodała - "może wywołać niespodziewany wpływ na psychikę". Rządowa Agencja ds. Obrony Dziecka stwierdziła, że udział dzieci w Big Brotherze "nie stwarza dobrych warunków ich rozwoju i pozwala na ingerencje w ich osobistą przestrzeń".

Internetowej gazecie Mediapool posłowie i członkowie Rady Mediów Elektronicznych tłumaczyli, że "mają związane ręce" i nie mogą niczego zakazać, dopóki nic nie zostało wyemitowane. Maja Wapcarowa z rady dodała, że "należy zorganizować szeroką społeczną dyskusję".

Gdyby doszło do naruszenia ustawy o mediach elektronicznych, nakazującej przestrzeganie dobrych obyczajów, telewizja może być ukarana grzywną od 2 tys. do 15 tys. lewów (1000-7500 euro), lecz dopiero po nadaniu programu. Jak przypomniała rada, zgodnie z ustawą o radiu i telewizji tworzenie programów radiowych i telewizyjnych w Bułgarii nie podlega cenzurze.

Kierownictwo telewizji Nowa opublikowało oświadczenie, w którym zagwarantowało, że będzie przestrzegać ustawy o mediach elektronicznych i będzie pilnować, by prawa dzieci biorących udział w programie nie zostały naruszone i by nie powstało zagrożenie dla ich zdrowia.

"Showbiznes sięgnął dna, dokonując zamachu na tradycyjną wartość - rodzinę. Sądząc z reklam, producenci są zdecydowani doszczętnie zniszczyć ideę rodu i ostatnie elementy sielankowego oblicza tradycyjnej bułgarskiej rodziny, która zasiada wspólnie za stołem" - napisała w środę komentatorka dziennika "Sega" Gala Goranowa.