Ukraina sprzedała Chinom i Iranowi po sześć rakiet, na których z powodzeniem można umieścić głowice atomowe - takimi rewelacjami sypnął minister obrony Rosji. Na te słowa oburzył się irański MSZ i natychmiast je zdementował. Taka szybka reakcja nie dziwi. Cały świat patrzy Irańczykom na ręce od czasu, gdy Teheran uruchomił swój program atomowy.
Iran się tłumaczy, że majstruje w atomach jedynie w pokojowym celu. Ale agresywne wypowiedzi prezydenta Mahmuda Ahmadineżada, szczególnie pod adresem Izraela, jakoś nie pasują do zapewnień o pokojowym wykorzystywaniu energii jądrowej.
A Irańczycy to twardzi gracze. Międzynarodowym negocjatorom cały czas nie udaje się przekonać ich do zawieszenia programu. ONZ grozi sankcjami gospodarczymi, Amerykanie nawet zagrozili wojną, a oni nic - dalej obstają przy swoim.
Chyba tylko Irańczycy wierzą, że nie dążą do zdobycia broni atomowej. "Iran kupował rakiety dalekiego zasięgu od Ukrainy!" - rzuciła oskarżeniami Rosja. "Nic podobnego. To kłamstwo!" - natychmiast zareagował irański MSZ.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Reklama
Reklama
Reklama