On był nasz, a wy go zabiliście! - awanturuje się włoski minister ochrony środowiska i żąda od Niemiec wydania zwłok misia Bruno. W zeszłym tygodniu bawarski myśliwy zastrzelił niedźwiedzia, który przez Alpy przywędrował do Niemiec. Wedle prawa, był on własnością Włoch i tam ma być pochowany.
Okrutny los czeka Bruna po śmierci, jeżeli faktycznie ma zostać na wrogiej mu ziemi. Wpierw swą wędrówką przez Austrię i Niemcy napędził medialny cyrk gazet,
stacji radiowych i telewizyjnych. Zarobili na nim nawet producenci pamiątkowych koszulek! Teraz wypchany trocinami ma stanąć w muzeum.
Niemcy chcą pokazywać go jako atrakcję turystyczną. Potężny, dwumetrowy miś był bowiem pierwszym niedźwiedziem brunatnym, jaki od prawie 200 lat stąpał po germańskiej ziemi.
Włoski minister nie zamierza odpuścić, Niemcy też nie ustąpią. Jak tak dalej pójdzie, miś Bruno pośmiertnie zafunduje obu państwom konflikt dyplomatyczny.
Niemcy chcą pokazywać go jako atrakcję turystyczną. Potężny, dwumetrowy miś był bowiem pierwszym niedźwiedziem brunatnym, jaki od prawie 200 lat stąpał po germańskiej ziemi.
Włoski minister nie zamierza odpuścić, Niemcy też nie ustąpią. Jak tak dalej pójdzie, miś Bruno pośmiertnie zafunduje obu państwom konflikt dyplomatyczny.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|