Dziennik Gazeta Prawana logo

Codzienne życie w strefie wojny

12 października 2007, 15:03
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Podobnie jak w 2003 roku, gdy niebo nad Bagdadem rozświetlały wybuchy amerykańskich bomb, tak dziś co noc jaśnieje niebo nad Bejrutem. I w Iraku, i w Libanie żyją zwykli ludzie, zdala od kamer i fotoreporterów. W swoich internetowych dziennikach opisują rzeczywistość za oknem... trochę dziwną, na pewno straszną.

Ramzi's Blah Blah, Ramzi, 27 lat, lekarz
Bejrut. Rada Bezpieczeństwa wzruszyła ramionami. Jakiś Izraelczyk rzucił do nas tekst w stylu Jerry'ego Maguire "pomóż mi pomóc tobie". Nasrallah wypowiedział "otwartą wojnę" (w przeciwieństwie do wojny zamkniętej, którą głęboko lubiliśmy?). Hezbollah zaatakował izraelski statek wojenny. Niebo już wkrótce rozbłyśnie. Pociski smugowe i kłęby ognia. A Libańczycy? Jedzą.
Nie jestem pewien, czy śmiać się z nich, czy podziwiać. Wiem jedno, że to zdecydowanie coś wyjątkowo libańskiego. Takie wyluzowanie w czasie wojny możliwe jest tylko, gdy twoja stolica była używana jako synonim do słowa chaos. Ten czas szybko powraca. Nienawidzę wojny. Nienawidzę tym bardziej, gdy można jej uniknąć. Nienawidzę nawet mocniej, jeżeli wina nie leży po stronie mojego narodu. Dziś znów zginą niewinni ludzie. Jutro kolejny skrawek Libanu obejmą płomienie. Lecz dziś? Dziś jemy.
"Armia maszeruje na żołądkach" - powiedział kiedyś Napoleon Bonaparte.

Beirut Under Siege, Hardig, student ze Szwecji
W pewnym sensie cisza zamiast eksplozji bomb jest dość dziwna. Słychać wtedy znacznie lepiej i dobitniej dalekie bzyczenie helikopterów i myśliwców. Ostatniej nocy, gdy leżałem w łóżku, miałem wrażenie, że na południe od miasta zapanowało duże poruszenie. Dziś rano zaczęła się nawałnica i bombardowanie. W radiu powiedzieli, że to lotnisko. Wbrew zakazowi mojej dziewczyny ruszyłem na miasto, zobaczyć jak mocno uszkodzili Manarę, latarnię morską nieopodal uniwerku. Na szczęście to nie Manara dostała, a ta nowa, nieco dalej na południe. Wiem, że mam sporo szczęścia, choć tkwię w jedym miejscu, to w moim akademiku jest klimatyzacja, a inni nie mają nawet wody. A propos, muszę iść po coś do żarcia. Dostałem dziś na szwedzką komórkę SMS podpisany "MSZ". Napisali mniej więcej, że o nikim nie zapomną i że mam siedzieć w domu, aż dadzą znać, a potem iść do konsulatu. Będą ewakuować?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj