Ramzi's Blah Blah, Ramzi, 27 lat, lekarz
Bejrut. Rada Bezpieczeństwa wzruszyła ramionami. Jakiś Izraelczyk rzucił do nas tekst w stylu Jerry'ego Maguire "pomóż mi
pomóc tobie". Nasrallah wypowiedział "otwartą wojnę" (w przeciwieństwie do wojny zamkniętej, którą głęboko lubiliśmy?). Hezbollah zaatakował
izraelski statek wojenny. Niebo już wkrótce rozbłyśnie. Pociski smugowe i kłęby ognia. A Libańczycy? Jedzą.
Nie jestem pewien, czy śmiać się z nich, czy podziwiać. Wiem jedno, że to zdecydowanie coś wyjątkowo libańskiego. Takie wyluzowanie w czasie wojny możliwe jest tylko, gdy twoja stolica była
używana jako synonim do słowa chaos. Ten czas szybko powraca. Nienawidzę wojny. Nienawidzę tym bardziej, gdy można jej uniknąć. Nienawidzę nawet mocniej, jeżeli wina nie leży po stronie
mojego narodu. Dziś znów zginą niewinni ludzie. Jutro kolejny skrawek Libanu obejmą płomienie. Lecz dziś? Dziś jemy.
"Armia maszeruje na żołądkach" - powiedział kiedyś Napoleon Bonaparte.
Beirut Under Siege, Hardig, student ze Szwecji
W pewnym sensie cisza zamiast eksplozji bomb jest dość dziwna. Słychać wtedy znacznie lepiej i dobitniej dalekie bzyczenie helikopterów i
myśliwców. Ostatniej nocy, gdy leżałem w łóżku, miałem wrażenie, że na południe od miasta zapanowało duże poruszenie. Dziś rano zaczęła się nawałnica i
bombardowanie. W radiu powiedzieli, że to lotnisko. Wbrew zakazowi mojej dziewczyny ruszyłem na miasto, zobaczyć jak mocno uszkodzili Manarę, latarnię morską nieopodal uniwerku. Na szczęście
to nie Manara dostała, a ta nowa, nieco dalej na południe. Wiem, że mam sporo szczęścia, choć tkwię w jedym miejscu, to w moim akademiku jest klimatyzacja, a inni nie mają nawet wody. A
propos, muszę iść po coś do żarcia. Dostałem dziś na szwedzką komórkę SMS podpisany "MSZ". Napisali mniej więcej, że o nikim nie zapomną i że mam siedzieć w
domu, aż dadzą znać, a potem iść do konsulatu. Będą ewakuować?