Może dojść do katastrofy ekologicznej - alarmują ekolodzy. Z największego na świecie rurociągu "Przyjaźń" na granicy Białorusi z Ukrainą wyciekły tysiące ton ropy. Zalanych zostało 10 kilometrów kwadratowych łąk, lasów i pól. Nikt nie wie, kiedy i w jaki sposób doszło do katastrofy.
Katastrofa nie wpłynie w żaden sposób na dostawy ropy do Polski. "Pęknięcie nastąpiło w miejscu, gdzie rurociąg się rozwidla. Nitka do naszego kraju jest bezpieczna" - powiedział dziennikowi.pl Tomasz Zakrzewski, rzecznik prasowy Przedsiębiorstwa Eksploatacji Rurociągów Naftowych "Przyjaźń".
Rosyjskie Ministerstwo Zasobów Naturalnych jest zdezorientowane. Jego przedstawiciel Nikołaj Gudkow mówi, że resort nie jest w tej chwili w stanie określić, kiedy magistrala została uszkodzona. "Wygląda na to, że doszło do tego wczoraj albo przedwczoraj" - dodaje Gudkow. Jednocześnie zapewnia, że wypadek nie wpłynie w żaden sposób na ilość ropy dostarczanej do Europy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|