"Kompleks jest za drogi w utrzymaniu... No i powiedzmy jasno: USA nie musi mieć teraz ośrodka dowodzenia odpornego na atak potężnych bomb atomowych, przecież nie mamy wroga, który dysponuje takimi pociskami" - mówi wyjątkowo szczerze admirał Timothy Keating, dowódca bazy.
Wkrótce cała załoga bazy przeniesie się do kilku zwyczajnych hangarów w jednym z wojskowych kompleksów. Góry pilnować będzie kilku żołnierzy, choć Ministerstwo Obrony zastanawia się, czy może nie przerobić jej na muzeum.
Baza powstała w 1963 r., gdy Amerykanie bali się ataku atomowego ze strony Związku Radzieckiego. Dlatego skonstruowali superkomputer, który zbierał dane ze wszystkich stacji radarowych USA. Dowódcy mogli też z jednego miejsca w Stanach postawić na nogi całą amerykańską potęgę. Baza ukryta we wnętrzu góry była chroniona przed bezpośrednim uderzeniem atomowym nawet najpotężniejszych rakiet.