To koniec marzeń lewicowego kandydata o prezydenturze. Andres Obrador robił wszystko, żeby sądy uznały go za zwycięzcę. Groził nawet rewolucją.
Tyle że jego zwolennikom odechciało się protestować, bo musieli co trochę stać na ulicach, a efektów demonstracji nie było widać. Dlatego Obrador skarżył decyzję komisji wyborczych do każdego możliwego sądu. I wszędzie przegrywał. Teraz wreszcie konserwatysta Calderon będzie mógł przejąć władzę w Meksyku.
Dziennikarz. Zaczynał w „Super Expressie”, w Dziennik.pl od samego początku istnienia portalu, czyli kwietnia 2006. Obecnie jest wydawcą i redaktorem Newsroomu, zajmuje się także działem Technologie. W czasie wolnym gra w gry komputerowe oraz maluje figurki do Warhammera. Uwielbia koty.
