Po dwóch miesiącach znamy wreszcie wyniki wyborów w Meksyku. Dziś Sąd Najwyższy ogłosił, że wygrał konserwatysta Felipe Calderon. Nad krajem wisiała groźba wojny domowej, bo z przegraną nie chciał się pogodzić socjalista Andres Obrador.
To koniec marzeń lewicowego kandydata o prezydenturze. Andres Obrador robił wszystko, żeby sądy uznały go za zwycięzcę. Groził nawet rewolucją.
Tyle że jego zwolennikom odechciało się protestować, bo musieli co trochę stać na ulicach, a efektów demonstracji nie było widać. Dlatego Obrador skarżył decyzję komisji wyborczych do każdego możliwego sądu. I wszędzie przegrywał. Teraz wreszcie konserwatysta Calderon będzie mógł przejąć władzę w Meksyku.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|