Christian Nielsen wpadł w szał. Jego pierwszą ofiarą był człowiek, którego spotkał na leśnym parkingu. Podszedł do mężczyzny i kilkukrotnie strzelił mu w głowę. Później zatrzymał się w pobliskim motelu. Gdy właścicielka zapytała, skąd plamy krwi na jego ubraniu, zrozumiał, że kobieta wyda go policji. Wystrzelał w kobietę cały bębenek rewolweru. Potem chwycił swój tasak, z którym nigdy się nie rozstawał i poćwiartował ją. Jednak to był dopiero początek masakry. Bo do domu weszła córka właścicielki ze swą przyjaciółką. Próbowały uciec. Nie miały szans.
Morderca dopadł je. Znów wyciągnął swój tasak. Przerażone dziewczyny błagały o litość. Jednak w oczach kucharza był tylko szał... Potem było mu już wszystko jedno. Dobrał się do motelowego barku i urżnął się jak świnia.
Gdy w poniedziałek do motelu przyszli nowi goście, oniemieli ze strachu. Kawałki ciał leżały porozrzucane po całym budynku, a przy barku chrapał pijak z tasakiem w ręku. Od razu wezwali policję.
Teraz Nielsen jest już za kratkami i usłyszał zarzuty. Nie czuje jednak żadnej skruchy. Gdy sędzia zdecydował, że kucharz nie wyjdzie za kaucją, roześmiał mu się w twarz. Nie będzie jednak mu do śmiechu, gdy usłyszy wyrok. Bo grozi mu kilkukrotne dożywocie.