To politycy brytyjskiej Partii Konserwatywnej dopatrzyli się istnej zmowy niemieckich kartografów, konspirujących, by obalić istniejące dziś granice państw europejskich. W ich
miejsce miałyby powstać gigantyczne regiony dzielące nasz kontynent wszerz i wzdłuż, nie bacząc na narodowość mieszkańców.
Nowe granice zostały już dawno rozrysowane, tylko kryją się pod niewinnym hasłem programu Interreg. Jego pierwotnym założeniem było zachęcenie obszarów przygranicznych
sąsiadujących państw do współpracy w sprawach turystyki, handlu czy też transportu.
Niebezpieczeństwo kryje się, powiadają Brytyjczycy, w połączeniu pewnej dyrektywy przechodzącej właśnie przez Parlament Europejski z podziałem Europy na regiony wedle założeń Interregu. Chodzi o zbudowanie gigantycznej bazy map i zdjęć powierzchni Europy. Nowy przepis zmuszałby wszystkie państwa Unii do regulowania granic wedle życzenia Brukseli. I tego konserwatyści z Wielkiej Brytanii panicznie się obawiają. Bo w styczniu 2007 r. na pół roku za sterami siadają Niemcy.
A jak powiedział niedawno Wolfgang Tiefensee, niemiecki minister transportu i budownictwa: "Mamy nadzieję, że uda nam się znieść wszystkie stare granice nim zbudujemy nową, zjednoczoną Europę".