Wreszcie odważyła się opowiedzieć o tym co przeżyła. "Wydawało mi się że nie mogłam urodzić się tylko po to by dać się zamknąć i zmarnować swoje życie" - wyznaje w niemieckim dzienniku "Bild" więziona przez 8 lat przez psychopatę Natascha Kampusch.
Jak się pani czuje na wolności?
- Poza tym że złapałam katar, chyba normalnie.
Jakie myśli i uczucia przelatują przez pani głowę wracając do tych ośmiu lat?
- Stale pytałam się czemu to, spośród tylu milionów ludzi, przytrafiło się
właśnie mnie. Wydawało
mi się że nie mogłam urodzić się tylko po to by dać się zamknąć i
zmarnować swoje życie. To jest
jakaś straszna niesprawiedliwość.
Czy nie mogła pani opuścić swojej celi?
- Wręcz przeciwnie, każdego dnia wychodziłam na górę i coś z nim robiłam.
Zaraz potem wysyłał mnie
z powrotem na dół. Tam spałam, tam żyłam.
Samotnie spędzała pani tam, w tym ciasnym pokoiku, całe weekendy?
- Tak. Z czasem człowiek się przyzwyczaja, w końcu nawet woli przebywać w
samotności. Alternatywą
było mieszkanie razem z nim. Ale wolałabym o panu Priklopil nie rozmawiać
bo jego już nie ma i nie
może się bronić. Naśmiewać się ze zmarłych nie wolno, a szczególnie
brzydko to robić, choćby ze
względu na jego mamę.
Czy planowała pani ucieczkę czy był to impuls?
- Marzyłam o tym od 12 roku życia, że gdy będę wystarczająco silna, uda mi
się uciec. Wiedział o
tym i paranoicznie bał się że zniknę. Ryzykowałam że gdyby się nie udało,
nigdy by mnie z celi nie
wypuścił. Długo musiałam zdobywać jego zaufanie. Przeżyłam szok gdy
odkryłam, że szukają już tylko
mojego ciała. Tak, jak by mnie skreślili z listy żyjących.
Jak uporała się pani z samotnością?
- Nie czułam jej. Miałam nadzieję i wiarę w jakąś przyszłość. Myślę, że to
samo czuła moja matka.
Wielu zarzuca jej, że nie ma jej teraz przy mnie. Już się widziałyśmy. I
to nie tak, że ona jest
bez serca. Cały czas myślałam o rodzinie, przecież dla nich to było gorsze
cierpienie niż dla
mnie. Mama myślała że nie żyję, a ja wiedziałam że ona gdzieś tam jest i z
troski o mnie odchodzi
od zmysłów.
Jakie myśli chodzą po głowie kogoś kto musiał całymi latami siedzieć w
takim w lochu?
- Także złe. Cenię sobie życie, nigdy bym samobójstwa nie popełniła.
Szukałam jakiegoś logicznego
rozwiązania. Czy będąc na zewnątrz, miałam zacząć biegać w kółko, krzyczeć
i starać się znaleźć
jakąś znajomą twarz? Przez myśl mi nie przeszło, że po ucieczce usłyszy o
mnie cały świat.
W końcu pani uciekła. Zaplanowała ją pani?
- Nie, wszystko odbyło się spontanicznie. Gdy wybiegłam przez bramę
ogródka, aż mi się w głowie
zakręciło. Dopiero teraz poczułam jak bardzo słaba jestem. Uciekłam gdy on
gdzieś dzwonił. Biegłam
przed siebie i zaczepiałam kolejnych przechodniów. Na próżno, wzruszali
tylko ramionami i szli
dalej. Więc biegałam od domu do domu, przeskakiwałam ogrodzenia zupełnie
jak w jakimś filmie akcji
aż zobaczyłam otwarte okno. Ta pani robiła akurat coś w kuchni gdy
podbiegłam do niej i zaczęłam
prosić, by zadzwoniła na policję.
Czy porywacz groził pani wcześniej?
- Tak, ale się nie bałam. Śmierć z jego ręki mogła być niczym wyzwolenie.
Zawsze jednak mówił, że
gdybym poprosiła o pomoc sąsiadów to najpierw ich zabije, potem mnie a na
końcu samego siebie.
Spełnił tą ostatnią obietnicę.
- Tak. W sekundzie w której uciekłam, zrozumiałam że on się zabije.
Żal pani, że popełnił samobójstwo?
- Oczywiście. Od miesięcy przygotowywałam go psychicznie na to, że mu
ucieknę. Mówiłam mu, że jako
go aresztują to, że życie w uwięzieniu nie jest takie straszne. Wróżyłam
mu, że dostanie jakieś 20
lat ale pocieszyłam go przy tym, że dzisiaj po 60-tce można prowadzić
normalne życie.
Jego samobósjtwo było dla pani...
- ...marnotrastwem. Nikt nie powinien odbierać sobie życia. Przecież on
mógł mi tak wiele
przekazać, nie mówiąc już o informacjach dla policji.
Można panią spytać o uczucie samotności?
- Ciągnęło mnie zarówno do ludzi jak i do zwierząt. Nigdy jednak nie
czułam się samotna, bo miałam
bardzo dużo czasu by zajmować się sama sobą. Dobrze wykorzystałam ten czas.
Jak?
- Czytałam, pracowałam. Pomogłam mu przy budowie domu.
Niemniej czuła się pani jak w więzieniu?
- Żyłam w zamknięciu, ale nie rozumiałam tego bo przecież nigdy nic złego
nie zrobiłam. Zamyka się
przecież tylko kryminalistów.
Jak sobie pani to wytłumaczyła?
- Myślałam że zawiniłam czymś Panu Bogu. Nie wiedziałam też, co się ze mną
stanie. Na początku
bałam się śmierci.
Boi się teraz pani?
- Strach może wrócić.
Modliła się pani?
- Oczywiście. Ale tylko na początku. Później zobaczyłam że porywacz też
się modli, więc ja już nie
mogłam.
Mówiła pani po uwolnieniu o jakimś psie, za którym pani tęskni..
- Nie psie. Strasznie tęskniłam za moimi kotkami. I dziadkami. Marzyłam,
że zobaczę jeszcze kiedyś
jednych lub drugich.
Jak pani kontakt z rodzicami?
- Zupełnie w porządku. Kocham ich, więc od razu wszystkie plotki o kłótni
mogę obalić. Pytali mnie
o moje plany. Chciałabym się dalej uczyć. Zdać maturę, iść na studia.
Wszystko mnie interesuje i
trzeba życia by nauczyć się wszystkiego.
A konkretnie, w najbliższej przyszłości.
- Prosiłam mamę, byśmy wybrały się w długi rejs. Nie wiem jeszcze dokąd.
Chciałabym też kiedyś
pojechać pociagiem do Berlina. Ot tak sobie, wsiąść i pojechać. Chcę
zobaczyć jeszcze Londyn i
Nowy Jork.
Co dla pani jest teraz ważne?
- Mam w głowie dwa projekty. Jeden ma pomóc maltretowanym kobietom w
Meksyku a drugi głodującym w
Afryce bo z własnego doświadczenia wiem, co to głód.
- Poza tym że złapałam katar, chyba normalnie.
Jakie myśli i uczucia przelatują przez pani głowę wracając do tych ośmiu lat?
- Stale pytałam się czemu to, spośród tylu milionów ludzi, przytrafiło się
właśnie mnie. Wydawało
mi się że nie mogłam urodzić się tylko po to by dać się zamknąć i
zmarnować swoje życie. To jest
jakaś straszna niesprawiedliwość.
Czy nie mogła pani opuścić swojej celi?
- Wręcz przeciwnie, każdego dnia wychodziłam na górę i coś z nim robiłam.
Zaraz potem wysyłał mnie
z powrotem na dół. Tam spałam, tam żyłam.
Samotnie spędzała pani tam, w tym ciasnym pokoiku, całe weekendy?
- Tak. Z czasem człowiek się przyzwyczaja, w końcu nawet woli przebywać w
samotności. Alternatywą
było mieszkanie razem z nim. Ale wolałabym o panu Priklopil nie rozmawiać
bo jego już nie ma i nie
może się bronić. Naśmiewać się ze zmarłych nie wolno, a szczególnie
brzydko to robić, choćby ze
względu na jego mamę.
Czy planowała pani ucieczkę czy był to impuls?
- Marzyłam o tym od 12 roku życia, że gdy będę wystarczająco silna, uda mi
się uciec. Wiedział o
tym i paranoicznie bał się że zniknę. Ryzykowałam że gdyby się nie udało,
nigdy by mnie z celi nie
wypuścił. Długo musiałam zdobywać jego zaufanie. Przeżyłam szok gdy
odkryłam, że szukają już tylko
mojego ciała. Tak, jak by mnie skreślili z listy żyjących.
Jak uporała się pani z samotnością?
- Nie czułam jej. Miałam nadzieję i wiarę w jakąś przyszłość. Myślę, że to
samo czuła moja matka.
Wielu zarzuca jej, że nie ma jej teraz przy mnie. Już się widziałyśmy. I
to nie tak, że ona jest
bez serca. Cały czas myślałam o rodzinie, przecież dla nich to było gorsze
cierpienie niż dla
mnie. Mama myślała że nie żyję, a ja wiedziałam że ona gdzieś tam jest i z
troski o mnie odchodzi
od zmysłów.
Jakie myśli chodzą po głowie kogoś kto musiał całymi latami siedzieć w
takim w lochu?
- Także złe. Cenię sobie życie, nigdy bym samobójstwa nie popełniła.
Szukałam jakiegoś logicznego
rozwiązania. Czy będąc na zewnątrz, miałam zacząć biegać w kółko, krzyczeć
i starać się znaleźć
jakąś znajomą twarz? Przez myśl mi nie przeszło, że po ucieczce usłyszy o
mnie cały świat.
W końcu pani uciekła. Zaplanowała ją pani?
- Nie, wszystko odbyło się spontanicznie. Gdy wybiegłam przez bramę
ogródka, aż mi się w głowie
zakręciło. Dopiero teraz poczułam jak bardzo słaba jestem. Uciekłam gdy on
gdzieś dzwonił. Biegłam
przed siebie i zaczepiałam kolejnych przechodniów. Na próżno, wzruszali
tylko ramionami i szli
dalej. Więc biegałam od domu do domu, przeskakiwałam ogrodzenia zupełnie
jak w jakimś filmie akcji
aż zobaczyłam otwarte okno. Ta pani robiła akurat coś w kuchni gdy
podbiegłam do niej i zaczęłam
prosić, by zadzwoniła na policję.
Czy porywacz groził pani wcześniej?
- Tak, ale się nie bałam. Śmierć z jego ręki mogła być niczym wyzwolenie.
Zawsze jednak mówił, że
gdybym poprosiła o pomoc sąsiadów to najpierw ich zabije, potem mnie a na
końcu samego siebie.
Spełnił tą ostatnią obietnicę.
- Tak. W sekundzie w której uciekłam, zrozumiałam że on się zabije.
Żal pani, że popełnił samobójstwo?
- Oczywiście. Od miesięcy przygotowywałam go psychicznie na to, że mu
ucieknę. Mówiłam mu, że jako
go aresztują to, że życie w uwięzieniu nie jest takie straszne. Wróżyłam
mu, że dostanie jakieś 20
lat ale pocieszyłam go przy tym, że dzisiaj po 60-tce można prowadzić
normalne życie.
Jego samobósjtwo było dla pani...
- ...marnotrastwem. Nikt nie powinien odbierać sobie życia. Przecież on
mógł mi tak wiele
przekazać, nie mówiąc już o informacjach dla policji.
Można panią spytać o uczucie samotności?
- Ciągnęło mnie zarówno do ludzi jak i do zwierząt. Nigdy jednak nie
czułam się samotna, bo miałam
bardzo dużo czasu by zajmować się sama sobą. Dobrze wykorzystałam ten czas.
Jak?
- Czytałam, pracowałam. Pomogłam mu przy budowie domu.
Niemniej czuła się pani jak w więzieniu?
- Żyłam w zamknięciu, ale nie rozumiałam tego bo przecież nigdy nic złego
nie zrobiłam. Zamyka się
przecież tylko kryminalistów.
Jak sobie pani to wytłumaczyła?
- Myślałam że zawiniłam czymś Panu Bogu. Nie wiedziałam też, co się ze mną
stanie. Na początku
bałam się śmierci.
Boi się teraz pani?
- Strach może wrócić.
Modliła się pani?
- Oczywiście. Ale tylko na początku. Później zobaczyłam że porywacz też
się modli, więc ja już nie
mogłam.
Mówiła pani po uwolnieniu o jakimś psie, za którym pani tęskni..
- Nie psie. Strasznie tęskniłam za moimi kotkami. I dziadkami. Marzyłam,
że zobaczę jeszcze kiedyś
jednych lub drugich.
Jak pani kontakt z rodzicami?
- Zupełnie w porządku. Kocham ich, więc od razu wszystkie plotki o kłótni
mogę obalić. Pytali mnie
o moje plany. Chciałabym się dalej uczyć. Zdać maturę, iść na studia.
Wszystko mnie interesuje i
trzeba życia by nauczyć się wszystkiego.
A konkretnie, w najbliższej przyszłości.
- Prosiłam mamę, byśmy wybrały się w długi rejs. Nie wiem jeszcze dokąd.
Chciałabym też kiedyś
pojechać pociagiem do Berlina. Ot tak sobie, wsiąść i pojechać. Chcę
zobaczyć jeszcze Londyn i
Nowy Jork.
Co dla pani jest teraz ważne?
- Mam w głowie dwa projekty. Jeden ma pomóc maltretowanym kobietom w
Meksyku a drugi głodującym w
Afryce bo z własnego doświadczenia wiem, co to głód.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|