Siedziba Kongresu USA, godz. 8.00 rano. Nagle rozlega się huk. Jakiś samochód taranuje barierki ochronne. Kierowca nie reaguje na krzyki strażników. Po 100 metrach wyskakuje z auta, przedziera się przez ochronę i wbiega do budynku...
Po paru minutach szaleniec zostaje zatrzymany przez policję. Na szczęście! Bo okazuje się, że był uzbrojony. Miał pistolet. Desperat? Terrorysta? Chory psychicznie? Te pytania zadają sobie wszyscy. Na razie nie wiadomo nawet, jak się nazywa. Strażnik, który wszystko widział, mówi, że intruz zachowywał się, jakby był w amoku.
To tylko podgrzało atmosferę. Bo policjanci dobrze pamiętają, jak w 1998 roku chory psychicznie mężczyzna zastrzelił na Kapitolu dwóch mundurowych. Po tym zdarzeniu miało być bezpieczniej. Po atakach z 11 września - tym bardziej. Niestety, dzisiejszy incydent jak na dłoni pokazuje, że mimo poprzednich tragedii system ochrony Kapitolu nadal jest dziurawy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|