Polityczni przeciwnicy premiera Ferenca Gyurcsany'ego czują się silni, bo mają za plecami kilkutysięczny wściekły tłum. A że są gotowi na wszystko, pokazali drugi raz dziś w nocy. Kilka godzin regularnej bitwy z policją, 60 osób rannych, 100 zatrzymanych, pożary, porozbijane witryny sklepów - to bilans zamieszek w stolicy Węgier.

Policja do walk rzuciła oddziały konne i armatki wodne, ale dopiero o godz. 4 rano udało się rozproszyć demonstrantów. Mimo to opozycja nie odpuszcza. Od świtu przed parlament przychodzą tłumy. Tam politycy odczytali swoje żądania. Petycję podpisało kilkadziesiąt tysięcy osób.

Zamieszki wybuchły po tym, jak w niedzielę publiczne radio wyemitowało taśmy z posiedzenia ministrów lewicowej koalicji. Premier przyznaje na nich, że kłamał o sytuacji gospodarczej na Węgrzech.