Przywódca Boliwii nie dość, że wwiózł do Stanów zakazaną kokę, to jeszcze zabrał ją na posiedzenie Narodów Zjednoczonych. Evo Morales chciał pokazać światu, że liść koki to nie kokaina. Tylko że złamał w ten sposób amerykańskie prawo.
Dla Moralesa, z pochodzenia Indianina, zielone listki są naturalną częścią codziennej diety. Jego współplemieńcy żuli kokę od tysięcy lat, by zagłuszyć głód i pozbyć się zmęczenia. A że źli biali ludzie zaczęli listki przerabiać na biały proszek wart miliony, to już inna sprawa.
Nie wiadomo, jak Amerykanie zareagują na złamanie prawa przez prezydenta Boliwii. Do USA nie wolno bowiem wwozić nie tylko narkotyków, ale również liści koki. Czy teraz władze uznają Moralesa za przemytnika? Na razie uznały jego państwo za jedno z kluczowych światowych producentów i eksporterów kokainy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane