"Wasz gniew jest uzasadniony. Ale dość już policji i straży pożarnej, dość działań, które godzą w nas samych" - próbuje uspokoić tłum opozycyjny przywódca Viktor
Orban. Ale ludzie wiedzą swoje. Premier, który oszukał ich tak podle, sam nie odejdzie. Gorzej, wysyła przeciwko nim policję...
Po dwóch nocach zamieszek w szpitalach rany leczy już 300 osób. Centrum miasta jest zniszczone. Dziś nie działała komunikacja.
Ale choć premier grozi, że policja będzie na ulicach bić każdego, kto odważy się mu przeciwstawić, ludzie znów zbierają się przed parlamentem, by wspólnie żądać ustąpienia
kłamliwego rządu. Demonstranci zapowiedzieli, że nocne protesty będą trwać aż do skutku.
Na sobotę opozycja zwołała gigantyczny wiec w centrum Budapesztu. Spodziewane są setki tysięcy osób. Jak zachowają się służby bezpieczeństwa? Po czyjej stronie staną?