Bush swe plany zdradził w wywiadzie dla CNN. Zapowiedział, że nie cofnie się przed niczym, by dopaść złowrogiego szefa Al-Kaidy. Nawet jeśli miałoby to doprowadzić do nowej wojny. Bo prezydent Pakistanu Pervez Musharraf już dawno mówił, że nie wpuści Amerykanów do swojego kraju. Dla niego byłby to koniec rządów. Pakistańczycy nienawidzą USA i po cichu wspierają bin Ladena, dlatego amerykańska operacja oznaczałaby przewrót, a nowy rząd składałby się tylko z muzułmańskich radykałów. Których jedynym marzeniem jest dokopać Indiom i USA.
Wtedy mogłoby się zdarzyć wszystko. Pakistan ma przecież bombę atomową, a ta broń w rękach radykalnych islamistów może oznaczać nawet zagładę świata. Może jednak Bush, zanim da sygnał do ataku, pomyśli trochę i zmieni zdanie. Bo koszt złapania bin Ladena może okazać się zbyt wysoki.