"Koła blokują się, samochodem zarzuca, a przez zalaną deszczem przednią szybę widziałam tylko rozmyte smugi przednich świateł ciężarówki. Zdążyłam najwyżej otworzyć usta
w niemym krzyku. Potem huk, trzask szkła, smak krwi w ustach i zapada ciemność...
Płacze dziecko. Słyszałam już kiedyś ten płacz. Z ciemności napływały szaleńczo myśli, które czułam, jakbym zachłysnęła się wodą i zaczęła dusić. Ta osoba, która nic nie
mówiła, to byłam ja! Byłam martwa! O nie, było gorzej. Jeszcze żyłam. Chciałam krzyczeć, wyć, że jestem, że żyję, tu, w środku... Ale nikt tego nie słyszał. Nie wiedział, że w
tej martwej powłoce nadal siedzi myśląca istota. I nikt już nigdy się tego nie dowie... Do dzisiaj!".
Ten koszmar to nie opowieść science-fiction. Świat właśnie poznał historię młodej Brytyjki, ciężko rannej w wypadku samochodowym. Przez pięć miesięcy robiono jej testy. Nie było żadnej reakcji mózgu, więc lekarze orzekli: stan wegetatywny. Normalnie te słowa oznaczają wyrok śmierci. Ale w jej przypadku zagrano z losem w karty i podłączono mózg do skomplikowanego skanera. To, co ujrzeli naukowcy, było dla nich prawdziwym szokiem.
Gdy jeden z nich podszedł do dziewczyny i poprosił, by wyobraziła sobie, jak idzie przez park, gra w tenisa i przegląda w szafie sukienki - komputer sterujący skanerem mózgu zwariował. Zaczął rejestrować sygnały z mózgu, jakby leżące w śpiączce ciało kobiety ożyło.
Nie było cienia różnicy między pracą jej mózgu a tym, jak pracuje głowa zdrowej osoby. Dzięki dalszym badaniom udało się naukowcom odtworzyć to, co mózg "mówił". Wstrząsającą opowieść człowieka zamkniętego we własnej czaszce.