To były sceny jak z najgorszego koszmaru. Wczoraj wieczorem dziesiątki młodych ludzi zaczęły uskarżać się na silne bóle brzucha. Potem były męczące wymioty i biegunka. Zaatakowani przez wirus zostali rozwiezieni aż do ośmiu miejscowych szpitali. A lekarze i pielęgniarki uwijali się jak w ukropie. Tak samo specjaliści od higieny, którzy natychmiast przebadali jedzenie w szkolnym barze.

Winnym grypowego pogromu okazał się pieczony kurczak. I choć w pierwszej chwili podejrzewano, że rozsiał wśród uczniów salmonellę, to jednak ta wersja została wykluczona. To grypa żołądkowa, niegroźna dla życia, ale dość wycieńczająca, wymuszająca odpowiednią dietę.