Oficjalnie amnestia ma objąć ludzi, którzy do 15 stycznia przyszłego roku dobrowolnie oddadzą broń. Rzekomo jest to zachęta do zakończenia walk i zaprowadzenia pokoju na Kaukazie. Mają z niej być wyłączone osoby, które dokonały szczególnie ciężkich przestępstw, recydywiści, obcokrajowcy i tzw. bezpaństwowcy. Tylko kto napisze definicję tego, co jest, a co nie jest ciężkim przestępstwem?
O wiele groźniej wygląda sprawa wypuszczania z więzień rosyjskich wojskowych i milicjantów, którzy zabijali, gwałcili i rabowali Czeczenów, i których jakimś cudem udało się za to skazać. Biorąc pod uwagę, że amnestia obejmuje okres od 15 grudnia 1999 r., na wolność wyszedłby np. kapitan Jurij "Rzeźnik" Budanow. 20 marca 2000 r. zgwałcił on i udusił podczas przesłuchania 18-letnią Czeczenkę Chedę Kungajewą.
Budanow, po naciskach organizacji broniących praw człowieka, został w końcu aresztowany i po wielu przepychankach z władzami - skazany na 10 lat więzienia. Jest to najwyższy rangą oficer
rosyjski skazany za zbrodnie w Czeczenii.
Wizja jego wypuszczenia wywołała burzę w Moskwie - dziennikarze szturmowali Dumę, by dowiedzieć się, czy i kiedy potwór wyjdzie na wolność. Twórcy projektu amnestii zapewnili ich, że
akurat Budanowa przepisy nie obejmą, ale nie potrafili wytłumaczyć dlaczego.