Wielką marsz przeciw szefowi rządu szykowała na sobotę opozycyjna partia Fidesz. Ale przestraszyła się, bo doszły ją słuchy, że służby specjalne będą podkładać bomby w tłumie. I zrezygnowała. Jednak faszyści ze skrajnie prawicowej partii MIEP nie mają takich obiekcji.

"Powinniśmy wszystko zacząć od nowa bez tego rządu, ale z Węgrami i chrześcijanami" - grzmią narodowcy. Demonstracja zapowiadała się groźnie. Bo choć partia narodowa nie ma przedstawicieli w parlamencie, to na ostatniej manifestacji, którą zorganizowali wiosną, udało im się skrzyknąć około 10 tysięcy ludzi!

Protesty na Węgrzech trwają od poniedziałku. Ludzie wyszli na ulicę, gdy usłyszeli w radiu nagranie premiera Gyurcsany'ego, który bezczelnie przyznał, że jego partia okłamywała obywateli, żeby wygrać wybory.