Policja zatrzymała na razie 20 osób, ale śledczy mówią, że to dopiero czubek góry lodowej. Wiadomo, że chodziło o "kwity" na każdego, kto mógł mieć cokolwiek wspólnego z nadchodzącą prywatyzacją giganta telekomunikacyjnego - spółki Telecom.
"Zbierano brudy o życiu prywatnym, kochankach, długach i drobnych przestępstwach, by w przyszłości móc tych ludzi szantażować" - twierdzi włoska prokuratura. Sprawa jest o tyle skomplikowana, że wśród zatrzymanych jest także wielu sędziów, którzy wydawali zezwolenia na nielegalne podsłuchy telefoniczne i sprawdzanie kont bankowych.
Prywatyzacja Telecomu polegać ma na rozdzieleniu sieci telefonii stacjonarnej od komórkowej i sprzedaniu tej ostatniej. Rząd Włoch jest zdecydowany zrobić wszystko, byle tylko komórki Telecomu nie wpadły w obce ręce.
"Nie mam instrumentów prawnych, by zatrzymać sprzedaż Telecomu zagranicznej grupie kapitałowej. Nie podobałoby mi się jednak, gdyby do tego doszło" - mówił jeszcze niedawno Romano Prodi. Gorączka rośnie. Jeśli wśród podejrzanych pojawi się nazwisko premiera, Włochów czekają wybory.