Dziennik Gazeta Prawana logo

Premier Węgier: Nie odejdę, nie przeproszę

12 października 2007, 13:38
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Pod parlamentem w Budapeszcie demonstrowało pięć tysięcy ludzi. Domagali się dymisji premiera Ferenca Gyurcsany'ego i zwolnienia osób zatrzymanych przez policję. Manifestacja była spokojna. Szef rządu powtarza, że nie ustąpi.

To była spokojna noc, pomimo tego, że przed parlamentem zebrało sie blisko pięć tysięcy ludzi. O spokojnym nastroju demonstracji możepokazywać fakt, że ludzie wysłuchali koncertu muzycznego. W odróznieniu do poprzednich demonstracji, policja nie użyła siły. Ludzie cały czas domagaja się odejścia premiera  Ferenca Gyurcsany'ego.

"Nie publikowaliśmy fałszywych danych. Ale nie mieliśmy dość odwagi i sprawności, by wyrwać się podczas kampanii wyborczej z podsycanej przez opozycję spirali kłamstw i obietnic. Tak rozumiałem słowo <kłamstwo>" - powiedział premier Gyurcany w wywiadzie dla niedzielnego wydania tygodnika "Vasarnap Reggel". Tłumaczył się, że mówiąc o tym, że jego partia nic nie zrobiła przez cztery lata, miał na myśli "nic oprócz tego, co widać gołym okiem: zbudowaliśmy autostrady, stworzyliśmy armię zawodową, zrobiliśmy porządek z zasiłkami rodzinnymi" - wyjaśniał węgierski premier.

Tygodnik jednak nie dawał za wygraną. Zapytał premiera, co miał na myśli, mówiąc o Węgrzech: "kurewski kraj". Gyurcsany miał jednak odpowiedź na wszystko. "Niezliczoną ilość razy mówiłem, że wierzę w fantastyczny, wspaniały, pełen możliwości kraj. Tego określenia użyłem raz, mówiąc o kraju, o którego przyszłość się obawiam i obawy te uzasadniają użyty styl. Albo coś zmienimy, albo to nie ma sensu" - mówił Gyurcsany. I dodał, że nie zamierza odchodzić z polityki, a wręcz przeciwnie: zamierza w niej pozostać jeszcze bardzo długo. Chce m.in. ubiegać się w przyszłym roku o przywództwo w swojej rządzącej Węgierskiej Partii Socjalistycznej.

Ale jakby się nie starał tłumaczyć swoich słów, Węgrów raczej nie ugłaska. "Będziemy protestować, dopóki rząd nie ustąpi" - mówią demonstranci. W nocy w biuro partii Gyurcany'ego poleciał koktajl Mołotowa. Wybuchł pożar, ale nikomu nic się nie stało.

Protesty trwają od poniedziałku. Węgrzy wyszli na ulice po tym, jak radio ujawniło nagranie, w którym Gyurcsany przyznał, że socjaliści okłamywali społeczeństwo co do faktycznego stanu gospodarki i państwa. Do tej pory w zamieszkach rannych zostało 255 osób.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj