To była spokojna noc, pomimo tego, że przed parlamentem zebrało sie blisko pięć tysięcy ludzi. O spokojnym nastroju demonstracji możepokazywać fakt, że ludzie wysłuchali koncertu muzycznego. W odróznieniu do poprzednich demonstracji, policja nie użyła siły. Ludzie cały czas domagaja się odejścia premiera Ferenca Gyurcsany'ego.
"Nie publikowaliśmy fałszywych danych. Ale nie mieliśmy dość odwagi i sprawności, by wyrwać się podczas kampanii wyborczej z podsycanej przez opozycję spirali kłamstw i obietnic. Tak rozumiałem słowo <kłamstwo>" - powiedział premier Gyurcany w wywiadzie dla niedzielnego wydania tygodnika "Vasarnap Reggel". Tłumaczył się, że mówiąc o tym, że jego partia nic nie zrobiła przez cztery lata, miał na myśli "nic oprócz tego, co widać gołym okiem: zbudowaliśmy autostrady, stworzyliśmy armię zawodową, zrobiliśmy porządek z zasiłkami rodzinnymi" - wyjaśniał węgierski premier.
Tygodnik jednak nie dawał za wygraną. Zapytał premiera, co miał na myśli, mówiąc o Węgrzech: "kurewski kraj". Gyurcsany miał jednak odpowiedź na wszystko. "Niezliczoną ilość razy mówiłem, że wierzę w fantastyczny, wspaniały, pełen możliwości kraj. Tego określenia użyłem raz, mówiąc o kraju, o którego przyszłość się obawiam i obawy te uzasadniają użyty styl. Albo coś zmienimy, albo to nie ma sensu" - mówił Gyurcsany. I dodał, że nie zamierza odchodzić z polityki, a wręcz przeciwnie: zamierza w niej pozostać jeszcze bardzo długo. Chce m.in. ubiegać się w przyszłym roku o przywództwo w swojej rządzącej Węgierskiej Partii Socjalistycznej.
Ale jakby się nie starał tłumaczyć swoich słów, Węgrów raczej nie ugłaska. "Będziemy protestować, dopóki rząd nie ustąpi" - mówią demonstranci. W nocy w biuro partii Gyurcany'ego poleciał koktajl Mołotowa. Wybuchł pożar, ale nikomu nic się nie stało.
Protesty trwają od poniedziałku. Węgrzy wyszli na ulice po tym, jak radio ujawniło nagranie, w którym Gyurcsany przyznał, że socjaliści okłamywali społeczeństwo co do faktycznego stanu gospodarki i państwa. Do tej pory w zamieszkach rannych zostało 255 osób.