Kaoru Kobayashi, 37-letni roznosiciel gazet, cały uśmiechnięty oczekiwał na wyrok. Wiedział, że za to co zrobił, grozi mu kara śmierci. Jednak do końca był bezczelny. Gdy usłyszał, że dostał "czapę", roześmiał się tylko. A sędzia był bezlitosny. "Jest tylko jeden sposób, by morderca odpokutował za swą zbrodnię - śmierć" - napisał w uzasadnieniu wyroku Tetsuya Okuda.
Bo Kobayashi to recydywista. W 1991 r. dostał trzy lata za próbę zamordowania pięcioletniej dziewczynki. Wcześniej był notowany za molestowanie dzieci. A w domu przechowywał tysiące pedofilskich zdjęć.
Swą ostatnią zbrodnię popełnił w 2004 r. Porwał siedmioletnią Kaede Ariyama. Potem brutalnie ją zgwałcił i utopił w wannie. Czuł się tak bezkarnie, że zdjęcie zabitego dziecka przesłał telefonem komórkowym matce dziewczynki z dopiskiem: "Twoje drugie dziecko jest następne". Szybko wpadł w ręce policji.
Proces trwał dwa lata, bo trzeba było sprawdzić, czy pedofil nie jest psychicznie chory. Okazało się, że nie ma żadnych przeszkód, by zboczeniec zawisł na stryczku.