Ferenc Gyurcsany przeprosił, ale nie poda się jednak do dymisji. Bo chce naprawić błędy socjalistów, którzy wepchnęli węgierską gospodarkę na skraj przepaści, i przeprowadzić ostre reformy. Bo to jedyna szansa naprawić ekonomię tego kraju. Inaczej rząd będzie musiał ogłosić bankructwo.
Premier nie podał jednak szczegółów dotyczących refom. A opozycja już go oskarża, że próbuje przebłagać tłum fałszywymi obietnicami, których i tak nie spełni. Jego przeciwnicy
twierdzą, że reformy owszem, są konieczne, ale powinien je przeprowadzić nowy rząd.
Kłamstwa premiera wyszły na jaw, gdy taśmy z tajnym nagraniem jego wypowiedzi opublikowało publiczne radio. Nagranie wstrząsnęło Węgrami, którzy wściekli wyszli na ulice stolicy. Pierwszej
nocy protestów wybuchły zamieszki -kilkaset osób odniosło rany. Centrum Budapesztu zostało zniszczone. Potem co noc tysiące osób protestowało przed budynkiem parlamentu. Manifestacje trwają
do dziś.
Przedstawiciele węgierskiej opozycji sugerują, że zamieszki były prowokacją służb specjalnych przeprowadzoną na polecenie rządu. Prawica zamierza powołać komisję śledczą,
aby wyjaśnić sprawę.