Według niektórych obserwatorów to właśnie Arabia Saudyjska ma największy wpływ na to, jak wygląda amerykański rząd. Wystarczy bowiem, że arabscy szejkowie ograniczą produkcję ropy naftowej. Wtedy w USA spadają jej ceny, a Amerykanie o wiele cieplej myślą o rządzących. Według piewców tej spiskowej teorii to już tradycja. Arabscy szejkowie pomagali tak samo ojcu obecnego prezydenta - George'owi Bushowi.
O ile Bush już po raz trzeci prezydentem zostać nie może (amerykańska konstytucja przewiduje tylko dwie kadencje prezydenta), jego partii poparcie przydałoby się jak nigdy. Amerykanie są już bowiem zmęczeni kolejnymi wojnami, rozkręcanymi przez republikanów. Mają też dosyć wysokich podatków. W ostatnich miesiącach ich humory dodatkowo popsuły rosnące w zabójczym tempie ceny paliw. Ich spadek bardzo szybko sprawił, że Amerykanie znów zaczynają lubić Busha.
Jednak to tylko część teorii. Lwia część obserwatorów twierdzi, że to po prostu uspokojenie sytuacji na Bliskim Wschodzie spowodowało spadki cen paliwa. A jeżeli już ktokolwiek manipuluje cenami, to nie Arabowie, a wielkie koncerny naftowe, które od zawsze sprzyjały republikanom. Skąd to wiadomo? Od 2001 roku 81 procent datków na kampanie wyborcze, wpłacanych przez lobby naftowe, płynęło na konto republikanów.