Korea - poza atomową - ma broń, której wszyscy boją się równie mocno: gazy bojowe i szczepy bakterii, wyhodowanych w tajnych laboratoriach. Zepchnięty do desperackiej obrony szalony dyktator może użyć każdego z tych środków, by powstrzymać swój upadek.
Wojsko koreańskie to milion żołnierzy podzielonych na 153 brygady. Mają stary radziecki sprzęt z lat 60. Trzon wojsk pancernych, liczących 3200 czołgów, to radzieckie T-54 i T-62. Nie ma ciężkich maszyn. Siłą koreańskiej armii jest za to artyleria - komuniści mają 11 tys. dział.
Lotnictwo ma około 1600 samolotów, ale nie wiadomo, czy wszystkie są sprawne. Tylko 60 z nich to Migi-23, które mogą stanąć do w miarę równej walki z nowoczesnymi myśliwcami.
Marynarka koreańska nie ma szans w tej wojnie - trzy fregaty i 26 łodzi podwodnych to za mało, by powstrzymać rodzącą się antykoreańską koalicję.
Plany obrony Korei są oparte na sieci bunkrów i pól minowych. Komunistyczni generałowie chcą wykrwawić wroga na fortyfikacjach i zmusić w ten sposób do rezygnacji z walki. Tyle że jak już pokazała druga wojna światowa, same bunkry nie powstrzymają żadnej armii. Zwłaszcza ataku kilku milionów żołnierzy, którzy już zbierają się na granicach Północnej Korei.
Ale mimo starego uzbrojenia, sił koreańskich nie można lekceważyć. Żołnierze większość czasu spędzają na treningu, zaś dowódcy zrobią wszystko, by w razie wojny osiągnąć zwycięstwo. Bo jeśli poniosą porażkę, zostaną skazani za zbrodnie przeciw ludzkości - głodzenie swego narodu, rozstrzeliwanie opozycji. Determinacja może być olbrzymia, bo Koreańczycy już od najmłodszych lat przechodzą pranie mózgu i wychowywani są w absolutnym posłuszeństwie dla wodza.