Na peronach przy Placu Wiktora Emmanuela II i na ulicy ratownicy układali rannych. Policja zablokowała teren wokół stacji. Słychać było sygnały karetek pogotowia. Ratownicy mieli problem z dostaniem się na miejsce katastrofy, bo przez zakorkowane centrum nie dało się przejechać.

Strażacy dotarli do około 230 rannych. Jedna osoba zginęła, jedna jest w stanie krytycznym. Ratownicy tylko przy świetle latarek rozcinali blachę, by jak najszybciej dotrzeć do wyjących z bólu i strachu ludzi.

Dwójka Polaków może mówić o cudzie. Wyszli z katastrofy jedynie z lekkimi ranami. Wcześniej podawano, że poszkodowanych Polaków było pięciu, ale później okazało się, że trójka była innej narodowości.

Jedno jest pewne - to nie był zamach terrorystyczny, tylko tragiczny wypadek. Po zderzeniu instalacja elektryczna na stacji stanęła w płomieniach. W ciemnościach i gryzącym dymie na peronach wybuchła panika. Sporo osób zostało podeptanych przez uciekający tłum.

Chaos ogarnął także rzymskie ulice. Włosi musieli się przesiąść z metra do taksówek i autobusów.