To było jak w filmie. Japoński turysta wybrał się w góry na grilla, ale na swoje nieszczęście zabłądził. Jedzenie i picie skończyło mu się bardzo szybko, mimo to udało mu się przeżyć aż trzy tygodnie. Bo jego organizm wpadł w stan hibernacji.
Prawidłowo pracował tylko mózg. Reszta organów powoli się wyłączała. Temperatura ciała spadła do 10 stopni Celsjusza, serce biło bardzo wolno. Dlatego jego organizm nie potrzebował dużo energii. Gdy ratownicy odnaleźli Mitsutakę Uikoshiego, myśleli, że nie ma już dla niego nadziei. Ale on żył. I po krótkim pobycie w szpitalu doszedł do siebie.
A japońscy naukowcy mają teraz o czym myśleć. Jeśli uda się wyjaśnić, jak wprowadzić człowieka w taki stan, to można by to wykorzystać w medycynie. Wystarczyłoby pacjenta schłodzić i spowolnić pracę jego narządów wewnętrznych, a lekarze mieliby więcej czasu na uratowanie mu życia.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz