Mimo powszechnej krytyki środowisk imigranckich, francuski rząd nie wycofał się z pomysłu płacenia nielegalnym imigrantom dwóch tysięcy euro za dobrowolny powrót do ojczystego kraju. W przyszłym roku Paryż przeznaczy na to 20 mln euro - pisze DZIENNIK.
"Łączymy nasze bezpieczeństwo z pomocą rozwojową" - podkreślają z dumą ministrowie francuskiego rządu. Innego zdania są organizacje
zrzeszające imigrantów: "Chodzi im tylko o to, by się nas pozbyć" - mówi DZIENNIKOWI Herve Mbouguen, szef głównego portalu internetowego czarnoskórych mieszkańców Francji
Grioo. com.
Przez minione dwa stulecia Francja przyjęła więcej imigrantów - głównie z Afryki subsaharyjskiej, Maroka i Algierii - niż jakikolwiek inny kraj europejski, jednak coraz większym problemem staje się integracja przybyszów z resztą społeczeństwa. Tymczasem przez Morze Śródziemne napływa do krajów południowej Europy coraz więcej nielegalnych imigrantów.
Nic dziwnego, że francuskie władze gorączkowo szukają pomysłów na ograniczenie ich liczby. Pomysł wypłacania grantów spotyka się jednak z druzgocącą krytyką. "Ta inicjatywa poniosła klęskę. Jeśli za ucieczkę od nędzy i dostanie się do Francji płacisz przemytnikom pięć tysięcy euro, to jest jasne, że dwa razy mniejsza kwota nikogo nie zachęci do powrotu" - przekonuje Mbouguen.
Minister ds. pomocy rozwojowej Brigitte Girardin broni inicjatywy: "Nie możemy dłużej walczyć z problemem imigracji tylko za pomocą represji". Jej zdaniem, dzięki francuskim grantom 432 obywateli Mali, dawnych imigrantów utworzyło po powrocie do ojczyzny 1200 miejsc pracy.
Przez minione dwa stulecia Francja przyjęła więcej imigrantów - głównie z Afryki subsaharyjskiej, Maroka i Algierii - niż jakikolwiek inny kraj europejski, jednak coraz większym problemem staje się integracja przybyszów z resztą społeczeństwa. Tymczasem przez Morze Śródziemne napływa do krajów południowej Europy coraz więcej nielegalnych imigrantów.
Nic dziwnego, że francuskie władze gorączkowo szukają pomysłów na ograniczenie ich liczby. Pomysł wypłacania grantów spotyka się jednak z druzgocącą krytyką. "Ta inicjatywa poniosła klęskę. Jeśli za ucieczkę od nędzy i dostanie się do Francji płacisz przemytnikom pięć tysięcy euro, to jest jasne, że dwa razy mniejsza kwota nikogo nie zachęci do powrotu" - przekonuje Mbouguen.
Minister ds. pomocy rozwojowej Brigitte Girardin broni inicjatywy: "Nie możemy dłużej walczyć z problemem imigracji tylko za pomocą represji". Jej zdaniem, dzięki francuskim grantom 432 obywateli Mali, dawnych imigrantów utworzyło po powrocie do ojczyzny 1200 miejsc pracy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|