Milicja z Biesłanu była źle wyszkolona i kiepsko zorganizowana. Funkcjonariusze nie pilnowali najważniejszych budynków w mieście, a gdy terroryści zaatakowali, to całkowicie potracili głowy i nie potrafili szybko zareagować na zagrożenie. Aleksander Torszin, szef speckomisji, twierdzi też, że atak zaplanował Szamil Basajew i prezydent Asłan Maschadow.
Winni szturmu? Oczywiście Czeczeńcy. Najpierw postawili żądania nie do spełnienia, tylko żeby udawać, że chcą się dogadać. A potem zaczęli mordować dzieci. Wtedy Rosjanie musieli zaatakować, by ratować zakładników.
Jest tylko jeden problem. Niezależni eksperci nie zostawili suchej nitki na oficjalnych stwierdzeniach. Według 700-stronicowego dokumentu deputowanego Jurija Sawieljewa, winę za śmierć ofiar - w tym 186 dzieci - ponoszą przede wszystkim... rosyjskie siły specjalne. Od początku postawiły na siłowe rozwiązanie i sprowokowały terrorystów, strzelając z miotaczy ognia i granatników z dachów sąsiednich domów.
Duża część zakładników zginęła od kul wystrzelonych przez... mających ich ratować żołnierzy sił bezpieczeństwa. Polityk oskarża też czeczeńską milicję, że trzy godziny przed atakiem terrorystów znała ich plany, ale nie ostrzegła o nich sąsiedniej Osetii Północnej, gdzie doszło do tragedii.
1 września 2004 roku kaukascy terroryści zajęli Szkołę Podstawową nr 1 w Biesłanie, w Osetii Północnej na Kaukazie, biorąc 1127 zakładników, głównie dzieci, które uczestniczyły w uroczystej inauguracji roku szkolnego. 3 września rosyjskie siły specjalne wzięły budynek szturmem, który skończył się masakrą - zginęło ponad 300 osób.