"Jedna osoba została zwolniona, pięć innych pozostaje w niewoli" - podało w oficjalnym komunikacie wojsko amerykańskie. Teheran i Kurdyjskie władze regionu wokół miasta
Arbil, w którym znajduje się konsulat, oskarżyły Stany Zjednoczone o złamanie Konwencji Wiedeńskiej. "To była legalnie działająca placówka dyplomatyczna, nie mieli prawa tam
wchodzić" - grzmią irańskie władze.
"To prowokacja Stanów Zjednoczonych, mająca na celu zaostrzenie stosunków z Iranem, być może po to, by usprawiedliwić atak zbrojny na Iran" - mówi dziennikowi.pl dr Grzegorz
Kostrzewa-Zorbas, ekspert ds. stosunków międzynarodowych.
"Gdyby chodziło o rozwiązanie problemu takiego, że konsulat prowadzi działalność sprzeczną ze swoim statusem dyplomatyczno-konsularnym, to właściwym sposobem rozwiązania byłoby zażądanie przez rząd Iraku, aby ten konsulat został zlikwidowany przez jego właściciela, czyli rząd Iranu" - tłumaczy dr Kostrzewa-Zorbas.