To ma działać jak internetowa encyklopedia, wikipedia. Dokument będzie mógł do sieci wpuścić każdy. A potem grupy politycznych uciekinierów z danego regionu zaczną go analizować, czy to prawdziwy papier, co on oznacza i tak dalej.
Drzwi "Wiki przecieków" otwarte są także dla tych, którzy mają dowody na szkodliwą działalność wielkich korporacji. Jeśli więc wiesz, że produkt dużej firmy może zaszkodzić, a wszyscy to ukrywają, opublikuj swoje informacje na wikileaks.org.
Jest tylko jeden problem. W krajach, do których mieszkańców chce dotrzeć ten nowy projekt, mało kto ma dostęp do internetu, a większość niewygodnych dla władz stron jest zablokowana. Taki sam los spotka pewnie "Wiki Leaks". A do tego, kto będzie chciał ryzykować głową, umieszczając w internecie tekst, skoro to tak naprawdę nic nie da.
Zresztą władze mogą szybko rozprawić się ze stroną. Wystarczy kilka odpowiednio spreparowanych fałszywek, by serwis stracił wiarygodność.