Choć wygrał wojnę z amerykańską marynarką, wojsko nie dało za wygraną. Zapamiętało ból porażki i zemściło się. Pozbawiono go stopnia, prawa do emerytury i pensji. Choć wygrał przed kongresem, od stycznia będzie bezdomny i bezrobotny. A to właśnie dzięki niemu, zamiast nakazu "ogólnego modlenia się", amerykańscy żołnierze mogą się modlić, do jakiego tylko boga chcą: Allaha czy Jezusa.
"Choć straciłem wszystko, moje sumienie jest czyste. Wiem, że warto było walczyć, i cieszę się, że każdy będzie mógł modlić się tak, jak nakazuje mu to jego religia i
sumienie" - były kapelan wyznał serwisowi World Net Daily.
Kongres zdecydował o wolności wyznania w armii w zeszłym roku. Wówczas o bezpieczeństwie i braku konsekwencji dla kapelanów, jak Klingenschmitt, modlących się do Jezusa czy innego boga,
zapewniał sam sekretarz obrony Donald Rumsfeld. Gdy jednak Rumsfelda w rządzie zabrakło, a od jego słów minęły miesiące, wojsko "przypomniało sobie" o nieugiętym
kapelanie. I od lutego z nim się pożegna.