"Dowiadujemy się o spotkaniu w Paryżu od państwa, nikt nas nie zapraszał" - mówi dziennikowi.pl Izabela Tomaszewska, szefowa zespołu protokolarnego prezydenta Lecha Kaczyńskiego i nieformalna rzeczniczka faktycznej Pierwszej Damy RP. "Ale inicjatywa jest jak najbardziej słuszna i zapewniam w imieniu pani prezydentowej, że z chęcią inicjatywę poprzemy" - zastrzega.
Komisja Europejska promuje w Paryżu wspólny unijny numer alarmowy, pod który za pół roku będzie można zgłaszać informacje o zaginionych i wykorzystywanych seksualnie dzieciach. Pomysł
wsparły m.in. belgijska królowa Paola, szwedzka królowa Sylwia, a także Laura Bush (na zdjęciu z Jolantą Kwaśniewską), Ludmiła Putin i Margarida Sousy Uva-Barroso, żona szefa Komisji
Europejskiej. Marii Kaczyńskiej nikt z Komisji nie poinformował o takiej inicjatywie ani nie zaprosił do Paryża.
"To, że na spotkaniu była pani Jolanta Kwaśniewska, jest całkiem logiczne. Jest honorową członkinią komitetu organizującego spotkanie. To naprawdę nie ma podtekstu
politycznego" - mówi dziennikowi.pl Maria Kokkonen, rzecznik prasowy z paryskiego biura unijnej komisarz ds. telekomunikacji Viviane Reding, także obecnej na spotkaniu.
"To nie jest powód do zmartwienia dla nas, tylko dla Francuzów. Osoba odpowiedzialna za to zamieszanie powinna ponieść konsekwencje" - mówi dziennikowi.pl europoseł PiS,
Marcin Libicki. Według niego, jeżeli to była pomyłka, to nie jest to nic nadzwyczajnego. Bo takie gafy w świecie dyplomacji się zdarzają.
Bezpłatny telefon alarmowy, o którym najważniejsze kobiety świata debatowały na konferencji, od kilku lat z powodzeniem funkcjonuje we Francji. Dlatego spotkanie odbywa się właśnie w Paryżu. Komisja Europejska ma zaś dopilnować, by władze poszczególnych państw nie ociągały się z uruchomieniem takiej linii. Odpowiedzialność za jej funkcjonowanie mają przejąć wybrane przez władze pozarządowe organizacje.
Francuski system pozwala na natychmiastowe przekazanie informacji o poszukiwanym dziecku przez radio, telewizję, na plakatach, a nawet za pośrednictwem SMS-ów. Zdaniem specjalistów, system się sprawdza, ponieważ zaangażowane weń instytucje reagują szybko. A w przypadku porwania czy zaginięcia dziecka to pierwsze godziny są najważniejsze.